III Łabędzki Bieg Po Ćmoku – bieg z sercem

Tym razem nie jako biegacz, a jako wolontariusz, czyli po tej stronie biegu, którą uwielbiam najbardziej. Ten lekki dreszczyk emocji, uśmiechnięte twarze biegaczy, przebite piąteczki.

Są tacy ludzie, którym nie odmawiam pomocy nigdy. Do takich osób zdecydowanie należy Organizator tego wydarzenia Michał Brzenczek. Tacy ludzie z którymi współpraca przywraca wiarę w ludzi i w to, że można jeszcze robić fajne rzeczy, na wysokim poziomie i nie próbować na tym zbić milionów monet. Idąc tym tokiem rozumowania wokół Niego zbiera się ekipa, która myśli ponownie i tak oto zdobyliśmy receptę na zrobienie Łabędzkiego Biegu Po Ćmoku.

Bez pomiaru czasu, bez wyszukanych trików, z pięknym medalem i w dobrym celu – na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Śmiało można powiedzieć, że to bieg z podwójnym sercem, tym Orkiestrowym, jak również tym do działania.

III Łabędzki Bieg po ćmoku – przepiękny medal

Moje zadanie nie było bardzo skomplikowane – zwyczajnie stałem w środku lasu trzymając pochodnię, wskazując drogę i uśmiechając się do ludzi. Pomogłem odrobinę przy sprzątaniu, by potem w ciepłym budynku raczyć się smacznym ciachem, kawą i dłuuugo plotkować z uśmiechniętymi znajomymi. Niby nic, a jednak rąk do pracy było trzeba i znalazły się – to jest właśnie genialne 🙂

Czarna noc, las i pochodnie nadały biegowi klimatu, a uśmiechy, piątki i energia ludzi biorących w nim udział naładowała pozytywnie moje akumulatory i dała nowego kopa do działania. Nawet nie wiecie jak mi brakowało tej drugiej strony biegania.

Fajnie, że powstają takie kameralne wydarzenia – jak dla mnie bieg dostaje SZÓSTKĘ !

Organizator w ferworze walki

 

To ja – niezbyt dobrze wyglądam kiedy próbuję się skupić trzymając płonącą pochodnie 😀

 

Polecane posty

Zostaw komentarz