Mała Fatra i kraina Janosika. Diery i Rozsutek.

Jak mówią legendy właśnie w słowackich Dierach pomieszkiwał i ukrywał się Janosik. Trudno więc znaleźć lepszą trasę do rozpoczęcia zwiedzania Małej Fatry. Piękne widoki, świeże powietrze – czy trzeba mówić coś więcej ?
 Trasa wyprawy prowadziła od Białego Potoku, czyli miejscowości położonej o 150 km od Zabrza. Szybkie sprawdzenie map i informacji dało nam wiedzę, że warto skorzystać z przejścia granicznego w okolicy Ustronia, przejechać przez Czechy, wjechać do Słowacji i stamtąd już tylko chwila. Tak też zrobiliśmy – wyruszyliśmy o 6 rano, żeby być na szlaku jak najwcześniej i ominąć tłok 🙂
Zależało nam na wyruszeniu z Białego Potoku, ponieważ koniecznie chcieliśmy zaczepić o Diery. Dojechaliśmy do wskazanej miejscowości po czasie zgodnym z nawigacją, znaleźliśmy parking (5 Euro/dzień) i ruszyliśmy. Idziemy szlakiem niebieskim.
Początkowy etap, to spokojne leśne ścieżki, przecinane co jakiś czas rzeczkami. Jakieś 2 km od punktu początkowego jest niewielkie bistro, gdzie można się posilić przed trudnym dniem. Znajdziemy tam ciepłą kawę, herbatę, a nawet coś na ząb. Warto tu się zaopatrzyć jeżeli czegoś brakuje, ponieważ nie będzie już więcej tego typu przybytków po drodze.
Idąc dalej doszliśmy do wspomnianych Dier, czyli formacji skalnych pełnych wodospadów. Całość jest dość łatwa do przejścia. Szlak wyposażony jest w mostki, liny, schody, łańcuszki, więc nie powinno być większych kłopotów z przemieszczeniem się.
Mała Fatra – Janosikowe Diery
Mała Fatra – Janosikowe Diery

Przyznam, że byliśmy szczerze oczarowani tą częścią trasy. Naprawdę coś pięknego ! Jedyne co dokuczało, to wilgotność – niesamowicie mokro i parno, szło się lekko, ale dawało się we znaki.
Dalej szlak prowadzi na polanę, gdzie krzyżują się trasy. Chwila odpoczynku i odbijamy w kierunku czerwonych oznaczeń. Idziemy na Wielki Rozsutek. Tu przestaje być tak kolorowo – zaczyna się dość stromo – koniec obijania. Trochę lasu, trochę kosodrzewiny, aż dochodzimy do wysokości 1300 m.n.p.m, gdzie widok trochę się otwiera, ekspozycja jest trochę większa, a trasa zmienia się w kamienie i skałki. Tutaj wędrówka idzie jeszcze mocniej w górę,  po sporych kamieniach i wymaga odrobiny spocenia. Mimo wszystko jest genialnie. Piękne widoki, momentami konieczność kombinowania z wejściem – coś pięknego ! Po około godzinie udaje się dotrzeć na szczyt.

Wielki Rozsutek

 

Selfik z Żoną musi być !
Wielki Rozsutek – fot. Sylwester Żmijewski

Nadszedł czas zejścia. Wracamy na polankę ze skrzyżowaniem tras i tu znowu chwila odpoczynku po trudnym zejściu. Zapada decyzja, idziemy na Mały Rozsutek. Według znaków (szlak zielony) – czas 20 minut – raczej nie do osiągnięcia – całkiem wysoko. Ruszamy. Idziemy leśną ścieżką, ta zmienia się w lasek, zaczynają się stalowe linki, drabinki – tu idziemy praktycznie pionowo – super ! Dotarliśmy tam w 26 minut 🙂

Mały Rozsutek
Wejście na Mały Rozsutek
Widok z małego na wielki

Po chwili na podziwianie widoków schodzimy. Tu zaczyna się masakra. Deszcz nieco podmył szlak, stopnie się rozpadły. Początkowe zejście to liny i tu dość dobrze się szło. Dalej całość prowadzi przez las. Tu już jest stromo, ślisko, generalnie łatwo stracić równowagę. Z planowanego 1:30 zrobiło się prawie 2 h. Było ciężko, a z ust wychodziły nie zawsze nadające się do powtarzania słowa.

Zejście zielonym szlakiem

Kiedy wyjdziecie z lasu reszta trasy będzie prowadziła na przemian przez urokliwe wioseczki, niewielkie laski, pola – będzie już lżej, ale nadal całkiem przyjemnie dla oka. Podnóże Małego Rozsuteca pozwala poczuć dumę ! Tam też byliśmy 😉

Końcówka zielonego szlaku

Zejście do Białego Potoku – szybka zmiana butów na coś lżejszego, porzucenie plecaków i można udać się na obiad i dużą ilość Kofoli ! 🙂 Całość zajęła nam 8 h marszu, 14 km – momentami dość trudnego, ale dała mnóstwo satysfakcji. Polecam ! Szczerze Polecam !

Kofola – dużo Kofoli

Poniżej macie duużo foteczek ! 🙂 

Polecane posty

Zostaw komentarz