Rzecz o tym, jak rower zmniejsza odległości

Wstajesz rano i wiesz, że warto byłoby coś ze sobą zrobić. Może coś szalonego, może nieco mniej – byle nie siedzieć w domu – skorzystać z pięknej pogody, pojechać gdzieś, gdzie jest pięknie, zmęczyć się do granic wytrzymałości.

 

Budzisz się, jest godzina 7:30 – wiesz, że to będzie dobry dzień na rower. Wybierasz szosę – nie zapowiada się na deszcz – to będzie dobra przygoda. Czas się ubrać, uzupełnić bidony, sprawdzić opony, a w głowie rodzi się powoli pomysł Dobrze byłoby zrobić z 60 km, no dobra, wszystko ponad biorę w ciemno.

Udaje Ci się wyruszyć. Nie jest łatwo, trzeba się wydostać za miasto, dopiero tam będzie dobrze. Dziury, skrzyżowania, światła … masakra, klik, klik – wpinasz, wypinasz pedały … i tak mija pierwsze 10 km. No dobra, jesteśmy za miastem, lecimy. Cel – zamek Toszek – dystans 30 km, potem zobaczymy.

Trasa mija nad wyraz szybko, kilometry umykają, upał niesamowity, ale wiatr w plecy, dużo zjazdów – jak to, już na miejscu ? No nic, szybkie spojrzenie na mapę … hmm, Strzelce Opolskie tylko 15 km ? No to jedziemy. Trochę wsi, trochę „ścieżek rowerowych” i znowu nim dobrze się rozpędzam, jestem na miejscu. Powtórka z Toszka, mapa … ej, Góra Świętej Anny jest za 17 km – nie wiem czy też tak macie, ale ja się nie musiałem długo przekonywać. Kierunek Annaberg i wio.

Strzelce Opolskie

Tu już nie jest tak łatwo i przyjemnie. Z nieba leje się 36 stopni, a spore podjazdy zaczynają zbijać wypracowaną średnią prędkość 30 km/h. Z szybkich obliczeń z których wynikało, że 17 km łyknę w pół godzinki zostało już niewiele, trzeba walczyć o każdy kilometr na całkiem sporym podjeździe. Ale udaje się – jestem na miejscu. Uzupełniam bidony, wcinam lody, robię fotki. Teraz będzie już tylko przyjemnie – skoro były podjazdy, to teraz musi być już tylko z górki 😉

Góra Świętej Anny

Dokładnie i prawie tak było. Pierwsze momenty – zjazdy po 50 km/h. Kręte, z pięknymi widokami. Niestety w tą stronę również znalazło się kilka podjazdów, pojawił się wiatr w twarz, upał dawał się we znaki – ogólnie było genialnie !

Góra Świętej Anny

W drodze powrotnej poznałem dwóch szosowców, ostatnie 20 km upłynęło nam na spokojnym kręceniu, pogawędkach i fajnej jeździe.

To był dobry trip – wyszło 126 km ze średnią 26 km/h. Szczęśliwy, opalony, padnięty wróciłem do domu cały i zdrowy 😉 Polecam trasę – zwłaszcza tym, którzy tam jeszcze nie byli 😉 

Jak widać – rzeczywistość nijak nie pokryła się z porannymi założeniami. Ba ! W założeniach nie było sobotniego kręcenia – bo nie miało być na nie czasu. Kiedyś 50 km na rowerze wydawało się wielką odległością, a pierwszy wypad na „Ankę” był długo planowaną wyprawą. Dziś – szybka decyzja – w kieszeni portfel, dętka, telefon, zapas wody i lecimy ! Albo praktyka czyni mistrza, albo ktoś ujął odległości 🙂

Polecane posty

Jeden wątek dla “Rzecz o tym, jak rower zmniejsza odległości

  1. Szkoła Pływania

    Plany swoją drogą rzeczywistość swoją. Tak samo bywa u mnie. Kilometrowo plany podwoiłeś 😉

Zostaw komentarz