Garmin Forerunner 620

recenzja, opinia, zdjęcia !

Orlen Warsaw Marathon 2015

Spełniłem swoje marzenie !

TomTom Runner Cardio

Pomiar z nadgarstka ? Proszę bardzo !

Rolki Blackwheels od PRESTO

Jak rolki stały się naszą pasją !

Garmin Forerunner 220

recenzja, opinia, zdjęcia !

Garmin Forerunner 910XT

Sprzęt dla wymagających !

Leśne Run 2015

Zapraszamy !

Klimczok - całkiem na spontanie



W sobotę rano razem z ekipą postanowiliśmy ponownie udać się w stronę Beskidu Śląskiego. Tym razem wybór padł na Klimczok. Niewiele wiedziałem o tym szczycie, poza tym skąd mam iść i jakie kolory szlaków tam prowadzą. Z relacji znajomych wynikało, że jest stosunkowo łatwy do zdobycia, więc był idealnym przeciwnikiem na sobotni spacer.


Wyjechaliśmy z domu o 7 rano, by już o 8:30 ruszyć niebieskim szlakiem w stronę szczytu. Niebieski szlak zaczyna się przy skręcie w prawo z ulicy Górskiej, więc własnie w tamtych okolicach można pozostawić samochód.

Szlak na samym początku wiedzie asfaltem, prowadzi przez osiedle domków, czy w okolicy kościoła wprowadzić nas nieco głębiej w las. Widoki po drodze są cudowne, zwłaszcza zimą. Wędrówka jest stosunkowo łatwa, aż do Siodła pod Klimczokiem. Stamtąd mamy 10 minut drogi, ale prowadzi ona czarnym szlakiem wzdłuż stoku narciarskiego, więc jest dość stromo.

Co znajdziemy na górze ? Widoki nie zapierają tchu w piersiach, ale uważam, że warto tam się wdrapać. Mamy ciekawie przygotowaną ekspozycję z kamykami z różnych stron świata, a do tego czeka na nas chatka, w której możemy chwilę odpocząć.



Chatka jest niezamieszkana, ale całkiem dobrze wyposażona. Jest światło z baterii słonecznych, znajdziemy tam pieczątkę, aby podbić zdobycie szczytu. Jest również księga gości, gdzie nie omieszkaliśmy się wpisać, ale tego Wam nie pokażę, musicie osobiście się wybrać, żeby zobaczyć co napisaliśmy ;)



Chatka jest przepiękna. Pełna widokówek, miśków, breloków, wizytówek - czegoś takiego jeszcze nie widziałem ;)

Dalsze nasze kroki prowadziły w stronę schroniska na Klimczoku, aby tam na chwilę odpocząć. Znów trzeba wrócić czarnym szlakiem do siodła. Jako, że było mocno z góry, a my zabraliśmy ze sobą dupolot i folię nrc, więc zejście było szybsze ;) Jak się bawiliśmy - zobaczcie filmik ;)


          

Dalej było schronisko z ciepłą kawą i herbatką i powrót z jeszcze większą ilością ślizgania zielonym szlakiem aż do samego Szczyrku. Było pięknie, lekko mroźno, mgliście i klimatycznie. 

Całość zajęła nam około 5 godzin, razem z postojem w chatce i sporą przerwą w schronisku. 





Magical Shoes - bieganie minimalne



Podczas Maratonu Warszawskiego 2016 poznałem sympatyczną ekipę Magical Shoes. Zdziwiłem się, bo nie wiedziałem o istnieniu takowej na rynku. Okazało się, że mają na swoim sumieniu kilka ciekawych produktów dla sympatyków biegania i chodzenia naturalnego. Chwilę pogadaliśmy, przymierzyłem i wiedziałem, że muszę w nich wyjść.

Bieganie minimalne, to stosunkowo trudny temat. Jest pożyteczne dla organizmu, ale tylko pod warunkiem, że będziemy robili to z głową - jak to mówią - wszystko jest dla ludzi  ....

Osobiście miałem okazję testować model MS Receptor Health. But jest niezwykle lekki. Podeszwa, a właściwie kawałek gumy ma tutaj 5 mm i pełni raczej rolę wykończenia niż jakiejkolwiek amortyzacji. Po założeniu na nogę miałem wrażenie noszenia skarpety, na pewno nie buta. W ramach testu przeszedłem / przebiegłem w nich ok. 200 km.

Całość jest produkowana na miejscu, w Polsce, więc tym bardziej warto zwrócić na nie uwagę. Ekipa, która je sprzedaje jest całkowicie zakręcona na ich punkcie, a to tez pozytywnie wpływa na sens marki ;)






Początki ... 

Jako, że nie miałem żadnego doświadczenia w bieganiu bez amortyzacji - do tematu podszedłem ostrożnie. Moja waga również nie do końca lubi się z takim bieganiem, więc tym bardziej brałem to z głową. Na początek postanowiłem pochodzić i przyzwyczaić stopę do nowego rodzaju obuwia. Szczerze przyznam, że wcale nie było to takie proste. Stąpając z pięty uderzenie czułem aż w głowie, natomiast stawanie od przodu stopy wyglądało komicznie. Nie poddawałem się i chodziłem wszędzie, gdzie mogłem. Nie dało się ukryć, że łydki przejmują na siebie amortyzację, bo wyraźnie czułem ich zmęczenie. Ale to było piękne ! :)




Bieganie ... 

Po jakimś czasie postanowiłem zabrać je na bieganie. Uczucie jest nieziemskie i trudne do opisania. Człowiek biegnie, jakby był boso. Organizm sam przyspiesza. Na pierwszy trening zabrałem je w czasie delegacji w górzystych terenach Podkarpacia. Przesadziłem z dystansem i na drugi dzień obudziłem się mocno zbolały ;)

Następne randki były już przyjaźniejsze. Najpierw 3, potem 5, na koniec nawet 11 km. Po każdym bieganiu rolowanie łydek i jest super. W takim rodzaju biegania najfajniejsze jest to, że zaliczając stosunkowo krótki trening dostajemy popalić w łydki jak po dłuższym wybieganiu.

Podnosząc sobie poprzeczkę biegałem również na boso, w samych Magicach - coś pięknego, zwłaszcza w czasie jesiennych mrzawek. Odczucia niesamowite.



PODSUMOWANIE ... 

O tyle, o ile bieganie naturalne nie jest tematem, który każdego może zainteresować o tyle Magical Shoes to buty bardzo ciekawe. Pomimo delikatnego wyglądu są wytrzymałe i odporne na ciężkie traktowanie. Ich stanowczą zaletą są naprawdę niewielkie wymiary. Spokojnie mogę je zabrać ze sobą w każdą delegację i zawsze mam ze sobą buty do biegania, a jednocześnie nie zajmują mi pół walizki. To ten typ produktu, który można albo pokochać, albo znienawidzić. Ja pokochałem, w zimę nie jestem w stanie w nich biegać, więc służą mi wszędzie, gdzie to tylko możliwe, Chodzę w nich będąc w hotelu na delegacji, są idealne w czasie zajęć z tańca. Są genialne :)

Brubeck - walczymy z zimnem

Bielizna termoaktywna jest niekończącym się tematem - technologii, rozwiązań, dodatków jest tak wiele, że człowiek ma mętlik w głowie.

W moje ręce wpadła bielizna Brubeck z serii Thermo z ziarnami kawy, bluza i spodnie średniej grubości .




Trochę rozwiązań "termoaktywnych" już przerobiłem, dlatego miałem wielkie nadzieje co do Firmy Brubeck - zbudowane zresztą na bardzo dobrych opiniach nie tylko w sieci, ale również wśród znajomych.

Jako, że ja nie potrafię wysiedzieć na miejscu, to komplet wcale nie miał ze mną łatwo. Postanowiłem dość intensywnie go wykorzystać i sprawdzić czy jest wart opinii i swojej ceny.


Jak testowałem ?

Przełom roku obfitował u mnie w wycieczki w góry i to zarówno w te biegowe, jak również trekingowe. Dodatkowo test odbywał się podczas biegania i jazdy na rowerze. Ogólnie użytkowałem całość już jakieś 100 h, więc najwyższa pora, żeby podzielić się wrażeniami.

Komfort noszenia ... 

Nie przepadam osobiście za rzeczami mocno przylegającymi do ciała. W tym
przypadku jednak dopasowanie nie jest nieprzyjemne, a wręcz pokuszę się tutaj o stwierdzenie, że . Zarówno bluza jak i spodnie jest to całkiem komfortowe. Pomimo, że mam tu i ówdzie trochę ciała, to całość sprawiała wrażenie jakby była szyta na mnie. Czad !

Jeżeli chodzi o użytkowanie w trakcie wypraw i biegania. Jak wiadomo, bielizna termo to warstwa pierwsza (warto o tym wspomnieć, bo pojawiły się pytania, czy można założyć ją na kurtkę ... ). W każdej aktywności sprawdziła się doskonale, Zarówno podczas spokojnych trekingów po górach, jak nieco intensywniejszych biegowych. Podczas zwykłego biegania w temperaturze w okolicach -2 stopni spokojnie wystarcza góra z zestawu + zwykły t-shirt.

W końcu miałem na sobie termoaktywność o której czytałem i słyszałem. Bielizna dba o komfort termiczny, a dodatkowo odprowadza na zewnątrz nadmiar ciepła i potu. Sama pierwsza warstwa przez cały czas jest praktycznie sucha, podczas gdy następne są wyczuwalnie wilgotne. Nie krępuje ruchów, zwyczajnie jest i robi swoją robotę.

Higiena ...

Według informacji w internecie nie trzeba jej prać za każdym razem, zwłaszcza jeżeli trening nie był bardzo intensywny. Warto to robić co jakiś czas,ponieważ cząsteczki tłuszczu i naskórka lubią zatykać strukturę bielizny przez co ta częściowo może stracić swoje właściwości.

Dla sprawdzenia wykonałem kilka intensywnych treningów bez prania zestawu. Przy trzecim użyciu nie było żadnego zapachu, czuć było materiał, gdybym nie wiedział myślałbym, że jest świeżo wyciągnięta z pudełka.

Jeżeli już mowa o praniu - do czyszczenia używam preparatu dedykowanego do czyszczenia bielizny termoaktywnej z jednej z sieciówek. Piorę w rękach - tutaj uwaga, warto założyć rękawiczki, produkt może podrażnić skórę.




Trwałość ... 

Po czasie użytkowania o którym wspomniałem wyżej praktycznie nie widać śladów użycia. Całość po wypraniu wygląda jak świeżo wyciągnięta z pudełka.

PODSUMOWANIE ...

Dawno nie byłem tak pewny końcowej oceny produktu. Nie wyobrażam sobie wyjścia w czasie ujemnej temperatury bez pierwszej warstwy od Brubeck'a. Tym którym nie wierzą powiem tylko, że po przejściu pierwszych pomyślnych testów zakupiłem podobny zestaw Żonie. Jej komplet również sprawdza się doskonale i pomimo, że Aga jest niesamowitym zmarźluchem chętnie wychodzi na zewnątrz nawet przy mocno ujemnej temperaturze.

Polecam z czystym sumieniem ! :) 


Mosso M3 Pro, czyli sztywniak vs amortyzator



Zmęczony nieudolnością mojego amortyzatora z dolnej półki stanąłem jakiś czas temu przed dylematem - co kupić ? Amor na którym miałem nieprzyjemność jeździć, to dość mocno zmęczony życiem, mający luzy, ważący 2,5 kg sprężynowiec.

Ile kosztują dobre, amortyzowane widły z przodu, reagujące na coś więcej niż krawężnik, pewnie wiecie, jeżeli nie wiecie, to powiem Wam, że poniżej 1200 zł raczej nie znajdziecie nic rozsądnego, a za tą sumę, to również nie będzie produkt z górnej półki. Przeszukując internet w poszukiwaniu produktu idealnego trafiłem na stronę Mosso i na ich sztywne, aluminiowe widły.

To nie ma sensu pomyślałem - zamknąłem stronę i szukałem dalej. Natrafiłem jednak na kilka artykułów, gdzie ludzie zachwali sztywne widły, a wręcz twierdzili, że rower prowadzi się na nich lepiej. Zacząłem zgłębiać tę wiedzę i to, co rzuciło mi się od razu w oczy to waga - 815 gram. Macie mnie, pomyślałem. Postanowiłem przetestować na własnej skórze czy takie rozwiązanie ma sens, wybór padł na Mosso M3 Pro.



Kiedy dotarł widelec, zagłębiłem się w czeluściach warsztatu, by pierwszy raz w życiu dokonać operacji wymiany wideł. Trochę młotka, kątówki, sprytu i szczęścia złożyły się na to, że nie zrobiłem ani sobie, ani widłom krzywdy. Moje M3 trafiły szczęśliwie na swoje miejsce.

Pierwsze wrażenie piorunujące. Rower tak schudł, że ciężka okazała się nagle sztyca siodła. Do tej pory pierwsze skrzypce grał wielki amorek z przodu. Jest dobrze !


Wybrałem się na nieco dłuższą wycieczkę, żeby sprawdzić, czy był to dobry wybór.

Pierwsze wrażenie jest takie, że rower stabilniej się prowadzi. Lepiej radzi sobie z jazdą na stojąco i w moim odczuciu lepiej hamuje. W pierwszym kontakcie musiałem uważać przy hamowaniu przednim hamulcem, ponieważ tutaj nie ma co się ugiąć i można szybciej przelecieć przez kierownicę.

Bardzo zdziwiłem się kiedy zabrałem rower w nieco bardziej dziurawy teren. Trochę lasu, błota, wertepów - moje zdziwienie urosło jeszcze bardziej. Byłem przekonany, że na dziurach nabawię się wstrząsu mózgu, ale o dziwo nic takiego nie nastąpiło ! Faktycznie - teren jest bardziej wyczuwalny, ale dzięki temu, że przód jest lżejszy wybacza nieco błędów i jest całkiem przyjemnie. Rower jest bardziej zwarty, dzięki temu lepiej zachowuje się w zakrętach. Byłem zachwycony ! :)

Jedyny odczuwalny moment, gdzie faktycznie nieco czuć brak amortyzacji to podjazd pod krawężnik. Tutaj mocno czuć, że brakuje tej miękkości, a całość uderzenia przejmuje na siebie opona, ale jak dla mnie to żaden minus.


Z Mosso M3 Pro przejechałem już około 300 km i jestem bardzo zadowolony. Jeździ się bardzo komfortowo i chyba długo nikt mnie nie namówi, żeby założyć amortyzator. 


Zdecydowanie lepsze są sztywne widły niż byle jaki "amortyzator", polecam sprawdzić to na własnej skórze. 
 

Respro - walczymy ze smogiem

Nie wiem, czy przewidziałem to, co będzie się działo w powietrzu, czy ktoś nade mną czuwa "tam u góry", ale całkiem niedawno postanowiłem przetestować dla Was maskę antysmogową od Respro. Dokładnie to model Respro Ultralight.




Czym jest ta maska ?
Oprócz kosmicznego wyglądu posiada zaawansowane filtry, które zatrzymują szkodliwe cząsteczki przed wnikaniem do organizmu.

To, co dla mnie było najważniejsze, to wyłapywanie przez filtry cząstek PM 2,5, czyli tych, które potrafią wnikać do naszej krwi.



Maska jest dziecinnie prosta w użytkowaniu. Składamy wszystko w całość zgodnie z instrukcją, a założenie jej to już tylko kwestia zapięcia rzepa i voila.



Używałem jej podczas treningów rowerowych, biegowych i powiem Wam, że dość dobrze separuje od smrodów, po założeniu skutecznie odcinamy się od warunków zewnętrznych.

Jeżeli chodzi o wygodę noszenia - z tym również nie ma problemów. Przylega do twarzy, nie uciska, dobrze dopasowana będzie praktycznie nie zauważalna. Wersja, którą posiadam jest bardzo lekka i wykonana z niezwykle lekkiej i rozciągliwej siatki.

Filtry należy wymieniać, a interwał ich wymiany zależy od wybranego wariantu.

Sporo osób pytało mnie o komfort używania pod kątem ograniczenia oddychalności.

Maska nie blokuje całkowicie oddychania, to fakt.

Należy jednak pamiętać, że filtry mają wyłapywać śmieci z powietrza, więc logicznym jest, że oddech jest odrobinę ograniczony, warto na to zwrócić uwagę wybierając tę maskę do treningów biegowych.  

Maska utrudni nam oddychanie podczas szybkich jednostek treningowych, jednak jak to mówią, "coś za coś" ;) 

W mroźne dni Respro ma jeszcze jedną zaletę - skutecznie osłania twarz, a przez co chroni przed wdychaniem lodowatego powietrza.

Czy polecam maskę Respro ?
Tak, to dobry produkt, wysokiej jakości, skutecznie chroniący przed tym, do czego został zaprojektowany. Kupując warto poczytać specyfikacje różnych modeli i dobrać maskę odpowiednio do środowiska, w którym będziemy jej używali.


Sylwester 2017 - Skrzyczne



Normalni ludzie byli na balu, na koncercie, lub w ostateczności przed telewizorem - ale, czy my jesteśmy normalni ? :)

Szybki komunikat i ekipa zebrana. Cel na Nowy Rok 2017 - Skrzyczne. Wchodzimy na górę, oglądamy pokazy fajerwerków w całej okolicy, a potem zobaczymy. Wstępny plan, przespać się na podłodze i poczekać na wschód Słońca - przynajmniej tak zrobiłby w miarę normalny z niernomalnych. Ale co to za wyzwanie, jak się nic nie dzieje.

video

Punktualnie o 12 cała okolica u podnóża góry rozbłysła fajerwerkami. Wyglądało to, jak wielki kocioł w którym wszystko się gotuje. Coś pięknego, wręcz nie do opisania. Było bosko !


Schronisko, szybki grzaniec, szampan, czekolada i plan na dalszą część wieczoru.

Postanowiliśmy iść w stronę Białego Krzyża, bo przecież tamtędy będzie łatwiej zejść. A co potem ? Się zobaczy, może złapiemy taksówkę do Szczyrku, może pójdziemy asfaltem ...



Piękna trasa, śnieg skrzył się w promieniu latarki, mnóstwo śladów zwierzątek. Co jakiś czas mijali nas narciarze biegowi, wszyscy radośni, uśmiechnięci.

Dookoła piękne widoki, mnóstwo świateł. Temperatura zaczęła spadać, ale nadal było przyjemnie.

Po dojściu do Krzyża podjęliśmy decyzję, że wracamy czerwonym do Szczyrku. Po drodze pauza w chatce na posiłek i ciepłą herbatę.
Było ciężko, ale pięknie !


Ostatecznie wyszło nam 21 km. Ze Szczyrku wyszliśmy o 20:30, przy samochodzie byliśmy gruubo po 7 rano. Do łóżka padłem koło 9. To był udany Sylwester ! Z taką ekipą idę w ciemno ! Dzięki ! 




Brooks Cascadia 11 - opinia, recenzja, test



Wczesną jesienią w moje ręce wpadły buty Brooks Cascadia 11, marzenie górskich biegaczy. Kolejna generacja butów z agresywniejszym bieżnikiem, które nie boją się utknąć w błocie. 

Kiedy wrzuciłem informację, że wpadły w moje ręce, Znajomi zasypali mnie pytaniami o wrażenia, o jakość, trwałość, dlatego też zwlekałem - chciałem się dobrze czuć, po tym, co napiszę. Nie będzie to test z porównaniami, wykresami, tabelkami, bo nie jestem specjalistą od butów, ja biegam i wiem, w czym biega mi się dobrze. 

Idźmy więc w stronę wniosków z używania. Buty były na moich nogach ponad 200 km. Jeżeli chodzi o warunki terenowe, to Cascadia 11 pomagają mi zacząć przygodę z bieganiem w górach, po błocie, śniegu. 

Samo wykonanie butów jest na wysokim poziomie. Wszystko spasowane, nic nie wystaje, nie obciera. Nie ma problemów z trwałością materiałów. Nie szanuję ich zupełnie - buty mają biegać, a nie wyglądać !, biegam po wodzie, błocie, śniegu. Zupełnie ich nie piorę, same się czyszczą w terenie. 


Agresywny bieżnik trzyma wyśmienicie, nogę stawiamy pewnie - no chyba, że mamy do czynienia z warstwą lodu, ale na to nie ma mocnych ! :) Dadzą sobie radę na błocie, utrzymają na śniegu, ale są też na tyle mocne, że nie poddają się łatwo ścieraniu na asfalcie. 


Często pada pytanie, czy przemakają. Po kilku godzinach w śniegu, błocie i wodzie, to jedynie kalosze nie przemokną. Stosunkowo lekka konstrukcja, jak na warunki terenowe w końcu pozwala wodzie dostać się do środka, ale Cascadia ma tutaj plus, ponieważ równie szybko woda wychodzi na zewnątrz przez co nie chlupie w bucie i nie utrudnia biegu ! 


Wspominają o konstrukcji trzeba również powiedzieć o wadze. W tym przypadku stosunek wytrzymałość - waga jak dla mnie jest całkiem przyzwoity. Buty są cięższe niż asfaltowe odpowiedniki np. Launch 3, ale trzeba pamiętać, że to but do nieco innych zadań. 


PODSUMOWANIE 

W krótkich, żołnierskich słowach. Czy Cascadia 11 to dobry but ?
Odpowiadam - TAK. Bardzo dobry stosunek jakość - cena, dobre wykonanie, duża wytrzymałość, a do tego całkiem fajny wygląd. Używam ich nie tylko do biegania, ale również do wędrówek górskich, gdzie spełniają swoje zadanie zarówno w zimę, jak również w lato.

Szczerze polecam :) 








Pomóżmy Wiktorii !

„ Jeśli ktoś prosi nas o pomoc, to znaczy, że jesteśmy jeszcze coś warci….”
Cześć mam na imię Wiktoria i mam 16 lat…


Choroba Moya Moya – jest ze mną od 6 lat … mimo, że wcale nie chcę by była taka moja…
Zespół Moya Moya to bardzo rzadkie schorzenie polegające na postępującym zaniku tętnic wewnątrzczaszkowych – szyjnych i kręgowych. To z kolei prowadzi do niedokrwienia ośrodkowego układu nerwowego oraz zagrażających życiu udarów niedokrwiennych mózgu. Niedotleniony i niedożywiony mózg reaguje silnymi, napadowymi bólami głowy, zaburzeniami równowagi, a czasami także mowy. Cierpię na nie od lat.
W maju 2010 r w związku ze znacznym obustronnym przewężeniem tętnic szyjnych wewnętrznych, a także przednich i środkowych mózgu z rozsianymi obszarami beznaczyniowymi w korze mózgowej miałam wykonaną jej rewaskularyzację. Niestety udrożnienie naczyń i przywrócenie prawidłowego krążenia mózgowego dały krótkotrwałe efekty. Objawy powróciły. Po kolejnych licznych badaniach diagnostycznych i konsultacjach lekarze ostatecznie orzekli, że znowu konieczna jest operacja. Jedną z moich szans jest operacja w Berlinie, koszt takiej operacji to około 40 tyś. Euro
Proszę pomóżcie mi uzbierać środki na moje leczenie…

bo

„ W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca”

Jeśli ktoś zechciałby mi pomóc to może przekazać 1% podatku lub dokonać wpłaty na moje subkonto o
Nr 49105012981000002424584775
w temacie: Dla Wiktorii Gruszki
Fundacja Różyczka
Ul. Kościuszki 35
44-100 Gliwice

----------------------------------------------------

Od autora: 

Jeżeli nie możesz przekazać pieniążków, udostępnij, rzuć info dalej. Możesz również przekazać coś na aukcję na Wiki, sprzedamy to, a dochód pójdzie na konto Fundacji. Wierzę w Was ! 
Pozytywnie ! 



Leśne Run on Tour - Czantoria 2016



Leśne Run, to nie tylko zawody biegowe, ale przede wszystkim ludzie, a dokładnie Ci, dla których to robimy. Idąc tym tokiem rozumowania postanowiliśmy zorganizować coś więcej niż tylko kilka razy do doku bieganie po tej samej trasie.

Padł pomysł na Czantorię zimową porą. Szybkie zapisy, 2 samochody i wszystko było gotowe. Pobudka o 4:50, śniadanko, naciągnięcie kilku warstw odzieży na siebie (a mówią, że tylko ogry mają warstwy). 5:30 zbiórka i radosna, 15-to osobowa grupa goni w góry - Beskidy !

Podzieliliśmy się na trzy grupy. Pierwsza poleciała grupa PRO, czyli tych, którzy chcieli trzymać mocne tempo. Środkowa grupa, czyli Ci, którzy biegli, ale nie tak szybko, oraz grupa gawędziarzy, którą dowodziłem ja ;)

Plan prosty. Start na Czantorię -> Mała Czantoria - Wielka Czantoria -> Soszów -> Wielki Stożek -> Dom.

Śnieg sięgał po łydki, po kolana, a czasem zapadaliśmy się po udo. Było niesamowicie. Ciężkie podejścia i szybkie zbiegi. Ślizgi, upadki, wywrotki. Cóż tam się działo. Wszystko w atmosferze radości, sympatycznych pogawędek. W każdym z punktów czekała na nas środkowa grupa i ruszaliśmy dalej.

Całość liczyła jak dla nas 20 km, czasowo wyszło 4 h, więc kawał czasu spędzony na podziwianiu pięknych widoków. Bosko ! :) Złapałem bakcyla !

Pozytywnie !

Zostawię Wam kilka fotek, sami zobaczcie ! :) 









Badanie marki TomTom: zdecydowana większość aktywnych osób chce poznać skład swojego ciała

Warszawa, 08.12.2016 r. - Wiedza dotycząca tego, co tworzy nasze ciało, to ogromna wartość. Analiza jego składu pozwoli zrozumieć poziom zaawansowania aktywności fizycznej i osiągnąć zamierzone cele treningowe. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez firmę TomTom większość aktywnych osób chce dokonywać takich pomiarów.

TomTom we współpracy z blogerkami i trenerkami fitness, Siostrami Bukowskimi, przeprowadził badanie wśród osób, dla których ważna jest aktywność fizyczna oraz zdrowy tryb życia. Respondentami były głównie kobiety, w wieku 19 – 30 lat. Najliczniejszą grupę stanowiły osoby, które ćwiczą od 4 do 7 razy w tygodniu (46 proc.), natomiast minimum 2 razy w tygodniu ćwiczy łącznie 90 proc. ankietowanych.

84 proc. badanych odpowiedziało, że informacja dotycząca analizy składu ciała jest dla nich bardzo ważna, natomiast aż 94 proc. osób przyznało, że chciałoby posiadać urządzenie, które umożliwiałoby im taki pomiar w dowolnym momencie.

Znajomość poziomu tkanki tłuszczowej oraz masy mięśniowej w organizmie pozwala zrozumieć kształt sylwetki i odnaleźć odpowiedź na pytanie, czy wykonywane treningi przynoszą zamierzone efekty. Monitor fitness TomTom Touch pozwala śledzić oraz analizować skład ciała, pomiaru można dokonać bezpośrednia z nadgarstka” – komentuje Magdalena Marciniszyn, TomTom CEE & SE Marketing Manager.

Jak wynika z badania, to właśnie nadmiar tkanki tłuszczowej jest największym problemem dla większości respondentów (45 proc.), dla 31 proc. jest nim brak motywacji w drodze do osiągnięcia celu treningowego, a dla 24 proc. zbyt duża waga. Dla 79 proc. respondentów najlepszym sposobem na odchudzanie jest połączenie diety i ćwiczeń, 50 proc. osób przyznaje, że spożywa różnorodne posiłki, ale muszą być dietetyczne. Ankietowani najchętniej korzystają z zajęć organizowanych w klubach fitness (39 proc.), 37 proc. ćwiczy indywidualnie w swoich domach, zaś 24 proc. wybiera aktywność na świeżym powietrzu. Respondenci preferują zróżnicowane treningi – zarówno siłowe jak i cardio (60 proc.).
Najczęściej stosowaną metodą pomiaru efektów swoich ćwiczeń jest ocena własnej sylwetki w lustrze (57 proc.), 27 proc. korzysta ze zwykłej wagi, natomiast 17 proc. dokonuje analizy składu ciała za pomocą profesjonalnej wagi w swoim klubie fitness.

„Osoby aktywne fizycznie zdają sobie sprawę z tego, że waga to tylko liczba, nie powie nam wszystkiego. Naprawdę istotne są parametry, które wskazują z czego zbudowane jest nasze ciało, dlatego ważne jest aby każdy miał dostęp do tych informacji.” – mówi Magdalena Marciniszyn.


TomTom Touch nie tylko monitoruje skład ciała, jest także asystentem pomagającym osiągnąć cele fitness. Posiada wbudowany monitor pracy serca, śledzenie aktywności 24/7 (kroki, sen, tętno), tryby sportowe, powiadomienia ze smartfonu, a także stałe rejestrowanie postępów za pomocą intuicyjnej aplikacji MySports. TomTom Touch rejestruje każdy krok, który przybliża do osiągnięcia celu.

Kontakt dla mediów:
Marta Polek
+48 534 811 975 


Wesołego Mikołaja - prezenty !



Na początek wiadomo - chciałem Wam życzyć wszystkiego, czego sobie zamarzycie. 6 grudnia to fajne święto, w sumie jeszcze nie Boże Narodzenie, a już są prezenty ;)

No właśnie ! może z tej okazji pomożecie stworzyć mi listę prezentów, które sprawiłyby Wam najwięcej radości ? :)

Żeby nie było Wam samotnie ja napiszę swoje top 5 ;)

  1. Jako, że się ruszam, a coraz zimnej na dworze na pierwszym miejscu coś dla ciała. Trenażer !
  2. Spodnie do biegania R-90 winter od Dobsom'a (www.dobsom.pl)
  3. Kask rowerowy - bo stary już się trochę zmęczył ;)
  4. Ochraniacze na buty na rower ;) Żeby tak nie wiało po paluchach.
  5. Dron - tak, takie zupełnie nie sportowe marzenie ! :)

Oczywiście to nie koniec moich marzeń, bo w marzeniach to chyba nikt nie dorówna mojej wyobraźni, chociaż kto wie ... ;)

TomTom Runner 3 - opinia, review, test





TomTom Runner 3 to kolejne pokolenie zegarków od marki której jestem Ambasadorem.

Jeżeli śledzicie moje media społecznościowe, to pewnie widzieliście, że sprzęt był u mnie chwilę po premierze, a ta przypadła 1 września 2016. Firma wypuściła wiele nowych urządzeń, m.in. Runner 3, Adventurer, Touch, ale o nich kiedy indziej.

Często docierają do mnie głosy, że w nowej wersji zupełnie nic się nie zmieniło. Muszę częściowo przyznać Wam rację, bo wizualnie nie zmieniło się zupełnie nic. W stosunku do Runner 2 zmiany są przede wszystkim w oprogramowaniu. Dlatego, jeżeli chcecie poznać aspekty wytrzymałościowe, estetyczne e.c.t. polecam najpierw artykuł o wersji 2, a następnie uzupełnienie odczuć wersji 3 :)
Test Runner 2 dostępny TUTAJ.



CO NOWEGO !

TomTom poprawił przede wszystkim wszystkie aspekty związane ze stabilnością działania zegarka. W moim odczuciu sporo lepiej współpracuje z telefonem w zakresie synchronizacji danych. Lepiej działa parowanie ze słuchawkami, oraz polepszyli obsługę odtwarzacza podczas treningu :).

Jeżeli mowa o muzyce, to słuchawki również otrzymały nową wersję. Są nieco większe, przez co znalazło się więcej miejsca na lepszy akumulatorek, oraz polepszenie zasięgu. Dodatkowo moim zdaniem wyglądają bardziej "hardkorowo".

Najważniejszym "ficzerem" w nowej wersji zegarka jest "nawigacja". Oczywiście nie znajdziecie tutaj mapy z głosem znanego kierowcy rajdowego, ale to, co znalazło się w Runner 3 sprawuje się całkiem przyzwoicie. Urządzenie pozwala na wgląd w to, jak wygląda przebyta trasa, pozwala na podążanie za śladem w dość czytelny sposób. Umożliwia wgrywanie szlaków z poziomu portalowej części obsługi zegarka.

Tyle z teorii ! W praktyce jest całkiem przyzwoicie. O tyle o ile na początku nie byłem tak całkiem przekonany do tego rozwiązania, o tyle gubiąc się kilka razy w lesie na rowerze doceniłem istnienie tego rozwiązania. Dodatkowo znajdziemy kompas, więc to też spore udogodnienie. Warto również wspomnieć, że nawigowanie dostępne jest zawsze i nie zabiera cennych "impulsów" naszego akumulatora ;)

BATERIA !

Ta trzyma jak w poprzedniej wersji około 11h działania na samym GPS, 8h na GPS + czujnik HR, oraz około 5 - 6 h przy uruchomionej muzyce.

WERSJE ! 

Na koniec wspomnę o wersjach w jakich występuje, bo o to zawsze pytacie:

1. TomTom Runner/Spark 3 - bez tętna, bez muzyki.
2. TomTom Runner/Spark 3 Music - bez tętna, z muzyką.
3. TomTom Runner/Spark 3 Cardio - z tętnem, bez muzyki
4. TomTom Runner/Spark 3 Cardio + Music - z tętnem, z muzyką, bez słuchawek (słuchawki jako opcja do dokupienia w czasie zamawiania).

Jeżeli chodzi o funkcje, to wszystkie wersje mają GPS, monitor aktywności, nawigację e.c.t. Różnią się tylko szczegółami, które wypunktowałem wyżej.

Czym różni się Spark od Runnera ? 
Runner i Spark to ten sam zegarek, pod różnymi nazwami handlowymi.

Czy paski od Runner 3 pasują do Runner 2 ? 
Tak, pasują.


Czy posiada powiadomienia z telefonu i czy mogę czytać esemesy ? 
Nie, to jest zegarek sportowy, a nie smartwatch :)




PODSUMOWANIE

Tak samo jak poprzednia wersja, tak samo i ta przypadła mi do gustu. Design bez zmian, także zostajemy przy tym, co dobre. Nawigacja przydaje się w terenie i potrafi uratować od pobłądzenia. Możliwość wgrywania szlaków świetna - można powtórzyć trasę znajomego, lub upwnić się, że jedziemy wcześniej obranym szlakiem. I co dla mnie najważniejsze, nowa wersja jest dostępna w takich samych cenach, w jakich był dostępny nowy Runner 2. Jak dla mnie czad ! :)


Gdzie kupić ? tomtom.pl