Garmin Forerunner 620

recenzja, opinia, zdjęcia !

Orlen Warsaw Marathon 2015

Spełniłem swoje marzenie !

TomTom Runner Cardio

Pomiar z nadgarstka ? Proszę bardzo !

Rolki Blackwheels od PRESTO

Jak rolki stały się naszą pasją !

Garmin Forerunner 220

recenzja, opinia, zdjęcia !

Garmin Forerunner 910XT

Sprzęt dla wymagających !

Leśne Run 2015

Zapraszamy !

TomTom Runner 2 Cardio + Music - test, opinia, zdjęcia !

Przed Wami kolejna odsłona zegarka marki TomTom. Tym razem wersja Runner 2 Cardio Music.

Dzięki współpracy z marką miałem już możliwość używania wersji Multisport, dość długo używałem również poprzedniej wersji Runner, którą zresztą opisałem -> TUTAJ.

Długo zabierałem się do napisania tego testu, recenzji, nazwijcie to jak chcecie. Tekst powstał 9 miesięcy po tym, jak pierwszy raz włączyłem zegarek, czyli można swobodnie powiedzieć, że wręcz urodził się i wynika bardzo mocno z praktyki i doświadczeń obcowania ze sprzętem.


Wszystkie przemyślenia wynikają z użytkowania, a zdjęcia pochodzą z okresu, kiedy go użytkowałem.


ZACZYNAMY !

Runner2 vs Spark ... 

To najczęściej zadawane pytanie w odniesieniu do zegarka. Pytacie czym się różnią te dwie wersje ? Biegnę odpowiedzieć ! Nie różnią się technicznie niczym. Wersja Spark sprzedawana jest w kartonowym pudełku i nie dostaniemy jej od razu z kolorowym paskiem. Jeżeli chodzi o wygląd, funkcje, działanie, to identyczne zegarki !

Tyyyyle wersji !

Na pierwszy rzut oka wydaje się ich wiele, ale to proste !

  • Runner 2 - najprostsza, najtańsza wersja, bez muzyki i pomiaru tętna z nadgarstka
  • Runner 2 Music - półka wyżej, bez tętna, z muzyką
  • Runner 2 Cardio - wersja zawiera już pomiar tętna, ale nie ma jeszcze muzyki
  • Runner 2 Cardio Music - najmocniejsza wersja z pomiarem tętna z nadgarstka, oraz muzyką i słuchawkami. 
Oprócz tego wersje nie różnią się niczym więcej. Pozostałe opcje są identyczne a zegarki są równie zajebiste ! :) 

Czy faktycznie dobrze został sprawdzony ?!

Tak jak wspomniałem z tą wersją obcowałem przez 9 miesięcy i wydaje mi się, że poznaliśmy się całkiem dobrze. Runner 2 jest stworzony do wielu dyscyplin, więc tak go właśnie sprawdzałem. Biegałem z nim na treningach biegowych, przebiegłem kilka maratonów, biegów przeszkodowych, jeździłem na rowerze MTB, szosie, jeździłem na rolkach, morsowałem, pływałem, skakałem na trampolinie ... sądzę, że dałoby się jeszcze wymieniać, tylko po co ? :) 

Jako ciekawostkę dodam, że dodatkowo drugi egzemplarz testowała moja Żona, a większość znajomych wokół mnie zaraziła się tym zegarkiem i również poniekąd stała się moimi testerami ;) 

TomTom Runner 2 zamontowany w uchwycie na kierownicy podczas deszczowej wyprawy.

Technicznie wygląda to bardzo dobrze ... 

Wspomniałem o jego przystosowaniu do wielu dyscyplin. Tak jest rzeczywiście, Runner 2 stworzony jest do biegania (na zewnątrz i po bieżni), jazdy na rowerze (zwykłym, oraz wewnętrznym), pływania, wizyt na siłowni. Oprócz tego posiada tryb freestyle, który nada się do pozostałych, wyżej nie wymienionych, oraz zwyczajny stoper.
Sprzętowo również dostosowany jest do sportów. Dla dokładnego pomiaru podczas jazdy na rowerze możemy podpiąć bezprzewodowo czujnik kadencji na korbę, oraz prędkości koła na szprychy i widelec. Oprócz tego znajdziemy również czujnik tętna na klatkę piersiową, w przypadku, gdy np, mamy zegarek zamontowany na kierownicy roweru. Jak dla mnie super ! :) 

Bateria według producenta trzyma 11 h. Z mojej praktyki wynika, że spokojnie wytrzyma 11,5 h rowerowej wycieczki i da się go jeszcze używać dzień w trybie zegarka. W czasie używania na rowerze korzystam z pauzy kiedy się zatrzymuję i przejeżdżam dystans około 150 - 200 km, więc macie mniej więcej pogląd jak jest eksploatowany. Oczywiście przy tak długim czasie nie używam muzyki i czujnika tętna. Przy włączonych wszystkich bajerach bateria wytrzyma koło 4 h.
Pojawia się często pytanie, czy można podłączyć Power Bank. Jeżeli zrobimy to w trakcie, zegarek zrestartuje się przerywając nam trening, jeżeli zrobimy to przed jego rozpoczęciem, spokojnie możemy go używać !

TomTom Runner 2 na Barbarian Race

Oprócz tego mamy w nim  to, co znamy już z poprzednich wersji zegarka. Szybki GPS z protokołem Glonass, oraz Quick GPS. Mamy wymienne paski, wibrację, podświetlenie (co ciekawe, aby je włączyć wystarczy zasłonić ekran). 

Z ciekawych opcji, które pojawiły się w Runner 2, to monitorowanie aktywności codziennej. Mamy do wyboru zliczanie kroków, dystansu, kalorii, czasu aktywności, a także przy włączeniu opcji - całodzienne analizowanie tętna (zegarek co jakiś czas włącza czujnik i wykonuje pomiar). Dodatkowo pojawił się pomiar snu, zegarek wyczuwa bezruch i rejestruje go jako odpoczynek nanosząc na wykres. Jedna z aktualizacji wprowadziła również informowanie o osiągnięciu wcześniej zakładanego celu. 

Zgrywanie danych odbywa się poprzez kabel, lub poprzez bluetooth w telefonie. !

TomTom Runner 2 na Orlen Warsaw Marathon


Gra muzyka !

Ta funkcjonalność dość mocno Was ciekawi i nurtuje. Zegarek ma wbudowane 3 GB pamięci na muzykę. Pozwala na sparowanie ze słuchawkami działającymi w standardzie bluetooth 4.0 i odtwarza to, co wrzucimy do zegarka. Nawigacja po utworach odbywa się poprzez przytrzymanie przycisku głośności, lub od ostatniej aktualizacji przez przejście do ekranu sterowania odtwarzaczem. Ogólnie jakość muzyki ze słuchawek TomTom jest całkiem przyjemna. Czysty dźwięk, dobre podbicie basu, wygodne zakładanie.




Treningowo !

Tak samo jak wersja Runner posiadała opcje różnych treningów, tak samo Runner 2 posiada takowe. W ramach każdego rodzaju sportu znajdziemy opcje, z nim związane. Możemy założyć cel związany z czasem, tętnem, odległością i być informowani o przekroczeniu wartości, albo ułożyć cały trening interwałowy i być informowanym przez zegarek o przejściu do następnego etapu. Warto tutaj wspomnieć, że oznaczenie międzyczasów nie wymaga klikania przycisku, a wystarczy tylko przesłonić ekran ręką i zegarek odbije nam międzyczas !. 



PODSUMUJMY

Koło 9 miesięcy dało mi możliwość przebiegnięcia z nim blisko 1000 km, przejechania na rowerze blisko 4000 km, reszty dyscyplin nie podsumowywałem. Oprócz tego przeżywał zimną wodę podczas morsowania, słoną wodę morską, oraz dawał radę jako zegarek w życiu codziennym. Paski są wytrzymałe, a zmieniam je tylko dlatego, lubię kolory i nie mogę się zdecydować na jeden. Szczerze mogę polecić, a w razie czego ... wiecie gdzie mnie szukać ! :) 

Macie jakieś pytania, coś nie jest jasne ? Pytajcie, odpowiem z miłą chęcią ;) 


TomTom Runner 2 - tygodniowy wynik

TomTom Runner 2 - brudny po Runmageddon'ie







Półmaraton Praski 2016 - relacja

Dzięki uprzejmości Organizatorów miałem okazję stanąć na starcie BMW Półmaraton Praski. 

Impreza miała dobre opinie, zapowiadała się dobra zabawa, więc długo się nie zastanawiałem. Dzięki Oli mieliśmy ogarnięty nocleg, więc już nie było wymówek.

Miało być ciepło ! Nawet bardzo ciepło, o tym już od tygodnia mówiły media. Ale nie mówiły, że będzie aż takie piekło ;)


Start zaplanowany na 8:30 już powoli dał nam odczuć co będzie się działo na trasie. Sam poranek był dość świeży i chłodny, ale radośnie przypiekające słoneczko zapowiadało dobrą zabawę w walkę z samym sobą.

Strefy podzielone na kilka etapów, dzięki temu po samym starcie nie było strasznego tłoku i dało się wpaść w rytm.

Strzał i biegniemy, kibice szaleją, głowa pracuje, nogi rwą do przodu.


Żadnego konkretnego planu nie miałem. Ostatnio nie biegałem, walczę z bólem kolana. Oklejony tejpami postanowiłem przeżyć i dobiec w całości, a wszystko poniżej 2 h kupować w ciemno.

Tak sobie biegłem, rozmyślałem, było dobrze. Punkty odżywcze dość często, woda do moczenia czapeczki na miejscu, kurtyny wodne, to wszystko powodowało, że upał nie był aż tak mocno odczuwalny. Na 13 kilometrze minąłem się z Olką. Od 15 km zaczęło robić się serio gorąco, nogi już nie chciały dalej lecieć. Głowa zaczęła odliczać kilometry, na skórze pojawiła się gęsia skóra ! Przegrzanie ! Punkt z wodą, szybkie mycie, mokra czapka i walczymy dalej. 18, 19, 20, czuję, że jest kiepsko, nogi nie chcą lecieć, słabo mi.... Nie poddam się ! META, dobiegłem, nie zemdlałem :P Masakra ! :)


Dostałem mocno po 4-ech literach przez ten start, ale i tak było warto, każde trudne doświadczenie uczy nas pokory i pokazuje nasze granice. 

Było świetnie, rewelacyjna organizacja, dobrze rozmieszczone punkty z wodą, jedzeniem, kurtyny ;) Dzięki wielkie dla wszystkich, którzy działają, żebyśmy my mogli biegać !



A sam wynik ? Nie ma się czym chwalić, ale tak jak wspomniałem, chciałem poniżej 2 h i tak zrobiłem ! Słabo ? Mnie wystarczy :) Zwalam na pogodę ? Nie, zwyczajnie się opierdzielam ostatnio ;) 



Barbarian Race - Tychy

Nie chce mi się ostatnio ubijać asfaltu, biegi górskie to jeszcze nie mój klimat. W to miejsce pasują doskonale biegi przeszkodowe. Jak zwykle nie biegam dla miejsca, czasu, pozycji, robię to dla kompletnego "fanu".

Tego typu zawody dają możliwość współpracy, dają poczucie współdziałania między zupełnie obcymi ludźmi. Z reguły startuję sam, dopiero na trasie znajduję partnera, lub ekipę do zmagania się z przeszkodami. To jest rewelacyjne !.

Niezmiernie ucieszył mnie mail od Organizatorów Barbarian Race, z którego dowiedziałem się, że mogę wystartować w sierpniowej edycji w Tychach. Bieg po sąsiedzku, więc szkoda by było ;)

W ten oto sposób stawiłem się na starcie. Moja fala to godzina 13. Szybko i sprawnie odebrałem pakiet startowy i gotowy byłem do zmagań.

Czego się spodziewałem ? W sumie nie wiem, po tego rodzaju zawodach nie można się niczego spodziewać, z reguły Organizatorzy starają się nas zaskoczyć. Tak też było tym razem, poziom urozmaicenia trasy i trudności niektórych przeszkód miło mnie zaskoczył.

Było przeciąganie się po linie plecami do dołu, było dużo brodzenia w wodzie, które uwielbiam, czołgałem się w rzece, przedzierałem się przez wodospad. Czad !

Jedną z bardziej zapadających w głowę przeszkód był paintball. Założyli nam na twarz maski i kazali uciekać ! Żeby nie było za łatwo maski były zaparowane, brudne, a na trasie były rowy z błotem. Kilka przewrotek, kilka strzałów  w nogę ... mega adrenalina !

O tyle o ile większość biegów terenowych da się przebiec bez karnych padnij powstań, tak tutaj mi się to nie udało. Ze wszystkich 40 przeszkód 4-ro krotnie musiałem się poddać.

Do trudności trasy należy dołożyć padający deszcz i całość łączy się w genialną przygodę z błotem, piachem śliskimi przeszkodami.

Było genialnie ;)




Tak samo, jak w przypadku innych biegów znalazłem na trasie ludzi, z którymi pomagaliśmy sobie i walczyliśmy wspólnie z przeszkodami. Wstyd się przyznać, ale nawet nie wiem jak chłopaki mają na imię. W każdym razie byli zajebiści ;)




Wielkie brawa dla Organizatorów za genialnie przygotowane zawody, świetny medal w kształcie toporka i ogólnie za pomysł i chęci !

Wielgachne brawa i gratulacje należą się również Wolontariuszom, którzy pomimo ulewnego deszczu stali na posterunku i dzielnie doglądali walki fair play. Biło od nich pozytywne nastawienie, wiele chęci i mocy do działania. Jesteście wielcy ;) 



Coś czuję, że zobaczymy się jeszcze w Ustroniu ;)



Softshell z Lidla - test, zdjęcia


Od jutra w sklepach Lidl nowa oferta. Kurtki softshell dla niej, dla niego, oraz dla młodszych pociech, Dzięki uprzejmości Lidl Polska otrzymaliśmy z Żoną dwie sztuki do testowania. 

Całkiem przyjemnie się noszą, są dobrze wykonane i ciepłe. Nie miałem okazji sprawdzić ich jeszcze w czasie deszczu, ale po próbie pod kranem nie łapią wody, więc faktycznie są odporne. Dodatkowo wyposażone w sporo odblasków, co nie pozostaje bez znaczenia. 

Moja wersja wyposażona jest w kaptur, Agnieszka posiada wersję bez niego, ale z lekkim pikowaniem na piersi, co nadaje mu lżejszy wygląd. 

Jeżeli chodzi o rozmiarówkę, ta zgadza się z tym, co noszę normalnie ;) 

Wieczory coraz chłodniejsze, więc warto rozważyć tę pozycję ;) 
Oferta dostępna od czwartku 25.08 -> więcej szczegółów TUTAJ






Wakacje 2016 - Albania


Całkiem przypadkiem, dzięki Kasi z MyTravel Zabrze znaleźliśmy się w tym roku w Albanii. Poszukiwaliśmy w miarę taniego kierunku na wakacje i okazało się, że ten piękny, jak się później okazało kraj jest całkiem przyjazny dla naszej kieszeni.

Szybka decyzja i na 2 tygodnie przed urlopem wszystko było załatwione, lecimy do Ksamil. Została tylko kwestia spakowania i załatwienia sobie waluty, co akurat w naszym kraju nie jest takie łatwe.



WALUTA


W Albanii obowiązuje LEK albański (ALL), jego przeliczenie to mniej więcej 134 LEKI za 1 EURO. Niestety nie da się ich tak łatwo u nas zdobyć. Jak się okazało nie jest to problemem. 

Są dwie drogi:

  1. Zabieramy Euro i wymieniamy gdziekolwiek na miejscu. Pieniążki można wymienić w hotelu, restauracji, kantorów jest mnóstwo. Albańczycy chętnie przyjmują Euro i wydają po aktualnym kursie, chyba, że płacimy monetami, wtedy przelicznik może wynosić 100, ponieważ tyle dostają w banku za bilon. 
  2.  Wybieramy z bankomatu. Na miejscu znajdziemy bankomaty Raiffeisen Bank, Tirana Bank, więc raczej nie będzie problemu. Ja wypłacałem bez prowizji, Żona zapłaciła 12 zł / 5000 ALL. 

PRZYBYWAMY ! ... 

Żeby się dostać na miejsce musieliśmy stawić się o 2 rano na lotnisku. Pobraliśmy odpowiednie papiery od naszego touroperatora i udaliśmy się do odprawy. Samolot linii Small Planet zgodnie z planem odlatywał 4:00. Szybka odprawa i można było jeszcze chwilę pospać w oczekiwaniu na odlot. Wszystko jak w zegarku, zabrał nas autobus, wsadzili do samolotu, zgodnie z planem wyruszyliśmy na upragniony urlop. 
Wschód Słońca z okna samolotu wygląda nieziemsko i mimo zmęczenia i senności nie mogłem sobie darować takich widoków ! :) 


Lądujemy na Corfu i czeka nas podróż promem do Sarandy, czyli głównego portu w Albanii. Szybka odprawa, która sprowadza się do sprawdzenia dowodu osobistego na granicy i już jedziemy autokarem do portu. Niestety trochę to trwało, bo połączyli nas z wycieczką fakultatywną i musieliśmy czekać 2 h na start. Sama przeprawa trwa 80 minut. Poznaliśmy sympatyczną parę z Hiszpanii, więc nawet jakoś to zleciało, chociaż upał był nieziemski (a to dopiero 10 rano ! )



Przybiliśmy do brzegu, szybkie przeładowanie do autokaru i już jechaliśmy w stronę hotelu. Miejscowość, w której mieszkaliśmy - Ksamil jest odległa około 15 kilometrów od portu w Sarrandzie. Jeżeli dodamy do tego spory ruch uliczny i brak przepisów drogowych, to wychodzi nam z tego 30 - 60 minut podróży. Autokar klimatyzowany, więc podróż nie straszna.

ZAKWATEROWANIE I HOTEL...

Zakwaterowani byliśmy w hotelu 6 Milje (nazwa pochodzi od odległości do Corfu). W sumie to chyba jedyny hotel z basenem, dlatego wybraliśmy właśnie ten.
Generalnie czysto, sympatyczna obsługa, dobre jedzenie, przyjemny basenik. Hotel położony lekko na uboczu, więc jednocześnie wszędzie blisko, a z drugiej strony na tyle daleko, że można spokojnie wieczorem odpocząć. Do samego centrum mieliśmy 5 minut na piechotę, do plaży jakieś 300 m, więc wszystko zgodnie z ofertami ;)

W pokoju łazienka, telewizor (z polskimi kanałami !), lodóweczka, klimatyzacja. Widok z okna na morze, więc piękna sprawa. Niedaleko jest meczet, który 5 razy dziennie nadaje miasteczku klimatu...
Hotel super, chociaż Manager i Jego Żona dość nieprzyjemni, na szczęście nie trzeba z Nimi zbyt wiele obcować, więc nie można uznać tego za minus ;)





PLAŻE ...

W Albanii każdy znajdzie coś dla siebie. Od ogromnych, skalistych brzegów, poprzez żwirki, aż po piasek. Znajdziecie też plaże z gładkich kamyków, ale widać, że są zrobione sztucznie.

Udało nam się przejechać całą Riwierę Albańską aż do Vlory i im dalej na północ, tym plaże są piękniejsze, a woda bardziej lazurowa. Nieco inaczej ma się tendencja jeżeli chodzi o samą północ Riwiery. Okolice Vlory, to jeden wielki plac budowy z mętną wodą, więc tam generalnie nie polecam się zapuszczać.



Plaże w okolicach dużych ośrodków są pełne leżaków. Wypożyczenie dwóch leżaków z parasolem to koszt około 500 ALL, czyli około 4 Euro. Plaże są publiczne, więc jeżeli znajdziemy kawałek miejsca, to możemy spokojnie rozłożyć się z kocykiem i nikt nas nie wygoni.

W okolicach plaż dostępne są również sporty wodne, gdzie preferują płatności w Euro. Wypożyczenie skutera wodnego to koszt około 35 Euro / 15 minut.



SAMOCHÓD, KOMUNIKACJA, RUCH ULICZNY...

Jako, że nie przepadamy za bycie uwiązanym, odpadają z założenia wszelkie wycieczki fakultatywne. Wolimy zwiedzać na własną rękę. Wynajęliśmy sobie auto w Firmie Terrini Travel Agency przy porcie w Sarandzie i objechaliśmy sobie południe na własną rękę.
Koszt wynajmu autka, to 40 Euro z pełnym ubezpieczeniem (bez kół i lusterek). W zamian dostajemy samochód z 12 000 na liczniku, więc prawie nówka. Potrzebujecie tylko prawa jazdy i dowodu osobistego. Procedura trwa 15 minut. Warto dzień wcześniej zadzwonić i zarezerwować.

 W tym miejscu warto również wspomnieć o komunikacji miejskiej. W obrębie Sarrandy i Ksamil'u kursuje autobus. Jeździ na trasie Butrinit, Ksamil, Sarranda. Koszt przejazdu, to Butrinit - Ksamil 50 ALL, Ksamil - Sarranda 100 ALL, czyli śmieszne pieniążki. Wsiadamy do autobusu, zajmujemy miejsce, a Pani kasjerka w odpowiednim momencie do nas podejdzie i zbierze określoną sumę. Kursują również taksówki a ich koszt, to średnio 10 x koszt autobusu, czyli średnio 500 ALL, i 1000 ALL.
Bywają również transporty samochodami prywatnymi za 1 Euro, ale jakoś nie miałem odwagi.

 Z portu w Sarrandzie kursują autobusy do wszystkich większych atrakcji turystycznych, więc samo wynajmowanie samochodu wcale nie jest konieczne. Warto pamiętać, że autobusy często kursują do godziny około 18, więc trzeba mieć to na uwadze planując wycieczki.

Można również wypożyczyć skuter za cenę około 15 Euro. Skuterki są dość szybkie, nie ma obowiązku jeżdżenia w kasku, ale przyda się doświadczenie w prowadzeniu, nie warto wsiadać pierwszy raz przy takim ruchu.


Jeżeli chodzi o dość sławny ruch uliczny, oraz przepisy w Albanii, a właściwie ich brak, to faktycznie wygląda to tak, jak opisują. Miejscami z dwóch pasów tworzy się 5, samochody na rondzie jadą w lewo, a zatrzymanego na znaku stop postraszą klaksonem. Zasada jest prosta, 2 x klakson i jedziesz ;) A tak całkiem serio, to nie jest tak źle, jeżeli potrafisz stosować zasadę ograniczonego zaufania, to dasz radę. Albańczycy jeżdżą dziwnie, ale stosunkowo powoli, więc każdy manewr da się przewidzieć. Słabo u nich z korzystaniem z kierunkowskazów, a częste jest zatrzymywanie się na środku drogi w celu załatwienia spraw. Dużo cierpliwości i uwagi, a dojedziemy do celu.
Osobiście zrobiłem ponad 300 km samochodem i uważam, że ruch jest płynniejszy niż u nas. Jak to mówią, w tym szaleństwie jest metoda.

ZWIEDZANIE...

Znajdziemy tam mnóstwo zamków, murów muzeów i innych podobnych miejsc, mnie jednak zawsze zależy, żeby iść inną drogą. W ten oto sposób widzieliśmy kilka miejsc godnych uwagi.

Pierwsze miejsce, które nawiedziliśmy to Butrinit. Ogromny obszar z wykopaliskami, gdzie możemy oglądać jak kiedyś wyglądała ta okolica.

Warto wypatrywać w zielonej wodzie, która pojawia się gdzieniegdzie niewielkich żółwi, które zamieszkują tamte okolice. Czas zwiedzania to około 3 h, mapa w języku polskim. Wstęp 700 ALL.
Już po wypożyczeniu samochodu wybraliśmy się na północ, aby podziwiać Riwierę Albańską. Riwiera ciągnie się około 120 km na północ, przy czym spora część pnie się przez wysokie góry. Widok ze szczytu jest piękny. Temperatura na górze, to około 15 stopni i wieje naprawdę silny wiatr. Warto się tam wybrać, ale w moim odczuciu nie warto jechać na drugą stronę. Na północ od wspomnianych gór plaże są zaniedbane, a woda mętna. Za kilka lat będzie tam co podziwiać, w tym momencie nic ciekawego tam nie ma. 


W drodze powrotnej obraliśmy sobie jedną z piękniejszych plaż i tam zostaliśmy na dłużej. Lazurowa woda, niewielka fala, ciepło, czego chcieć więcej ? 
Plaże czyste, nawet jeżeli nie ma wiele ludzi, to stosunkowo zadbane, więc warto się wybrać i pooglądać, Albania ma co pokazać w tym względzie. 
Tego dnia spędziliśmy blisko 10 h w samochodzie i zrobiliśmy ponad 300 km, byliśmy zmęczeni, ale było warto. 



Warta wspomnienia na tej trasie jest również restauracja położona na wodospadach w miejscowości Borsh. Naturalne wodospady, z krystalicznie czystą wodą zostały zabudowane miejscami do siedzenia. 

Polecam napić się kawy delektując się bryzą i chłodem dawanym przez te właśnie źródełka. Niesamowite uczucie. 





Następnego dnia wybraliśmy się, aby zobaczyć t.z.w. Blue Eye, czyli dziurę w ziemii, która wyrzuca 7 metrów sześciennych wody. Warto wspomnieć, że woda ma 10 stopni i jest niesamowicie czysta. Pobliska restauracja serwuje wodę z tej rzeki nie tylko do kawy i innych napojów, ale również jako samą wodę z dodatkiem lodu. Pycha !

Mimo zakazu śmiałkowie skaczą z pomostu, żeby oglądać z bliska ten cud natury. Wstęp to około 100 ALL na osobę. 


Jadąc w stronę źródła mamy okazję podziwiać nieco mniej turystyczną Albanię. Drogi nagle przestają być ogrodzone, pojawiają się osuwiska. Brzeg trasy wyznaczają słupki z kamieni poustawianych na sobie.

Wzdłuż drogi zaobserwować można wioski cygańskie, gdzie lidzie mieszkają nieraz pod gołym niebem. Lodówki podłączone do agregatów, łóżka z materacami pod chmurką. 





W samym Ksamil również można trochę pochodzić i pozwiedzać. Oprócz wspomnianego Meczetu (możliwy do zwiedzania) nieopodal znajdziemy wzgórze z którego można podziwiać zachody Słońca. 

Rezydent zabrał nas na taki spacer i nie żałuję. Piękna panorama Ksamil, zachód Słońca na Corfu i wszechobecne bunkry, które nadają klimat temu miejscu. Cała wyprawa trwała 2 h. 



CENY I JEDZENIE

Warto wybrać się na miasto. Ceny w Albanii są porównywalne z naszymi, a często dużo niższe. Warto próbować lokalnych specjałów. Mają niesamowicie smaczne owoce morza (danie z ośmiornicą to około 700 ALL). Warto próbować owoców i warzyw. Tanie arbuzy, melony, figi, owoce kaktusa, czułem się jak w raju. Pojawiając się drugi raz w Albanii wybrałbym opcję tylko ze śniadaniem, można więcej posmakować ;) 

LUDZIE...

Ludzie na miejscu są bardzo sympatyczni i otwarci na innych. Bardzo mało osób porozumiewa się w języku angielskim, ale to nie problem, można dogadać się na migi ! :) 


PODSUMOWANIE


Albania to piękny kraj z niesamowitym klimatem. Piękna pogoda, cudowne plaże i niesamowici ludzie. W wielu miejscach jeszcze nie przygotowany pod turystów i właśnie przez to piękny i wyjątkowy. Spędziliśmy niesamowite chwile i coś mi się wydaje, że jeszcze tam wrócimy. 

Wszystko odbyło się poprzez REGO-BIS, a lecieliśmy linią Small Planet. 
Pozdrawiam Rezydenta Grzegorza i Animatorkę Milę ! Jesteście najlepsi ! :) 

Gdybyście mieli jakieś pytania piszcie, chętnie odpowiem, zakochałem się w tym kraju !

I na koniec Ich muzyczny hit 2016 ;) Chodzi mi po głowie ;) KLIK

A na koniec trochę fotek: 


Bunkry - wszechobecne
Banany w centrum Sarrandy
Port w Sarrandzie
Słupki przy drogach
Owieczki - bez pasterzy
Góry !
Tu szukajcie żółwików ;) 
Pod wodą - morze
Morsowanie w 10 stopniowej wodzie (Blue Eye)
Blue Eye - mostek
Albańskie morze
Blue Eye - taka woda i rośliny w rzece
Kamieniste plaże
Wnętrze Blue Eye