Archiwum
Facebook
Instagram

Garmin Forerunner 620

recenzja, opinia, zdjęcia !

Orlen Warsaw Marathon 2015

Spełniłem swoje marzenie !

TomTom Runner Cardio

Pomiar z nadgarstka ? Proszę bardzo !

Rolki Blackwheels od PRESTO

Jak rolki stały się naszą pasją !

Garmin Forerunner 220

recenzja, opinia, zdjęcia !

Garmin Forerunner 910XT

Sprzęt dla wymagających !

Leśne Run 2015

Zapraszamy !

środa, 24 sierpnia 2016

Softshell z Lidla - test, zdjęcia


Od jutra w sklepach Lidl nowa oferta. Kurtki softshell dla niej, dla niego, oraz dla młodszych pociech, Dzięki uprzejmości Lidl Polska otrzymaliśmy z Żoną dwie sztuki do testowania. 

Całkiem przyjemnie się noszą, są dobrze wykonane i ciepłe. Nie miałem okazji sprawdzić ich jeszcze w czasie deszczu, ale po próbie pod kranem nie łapią wody, więc faktycznie są odporne. Dodatkowo wyposażone w sporo odblasków, co nie pozostaje bez znaczenia. 

Moja wersja wyposażona jest w kaptur, Agnieszka posiada wersję bez niego, ale z lekkim pikowaniem na piersi, co nadaje mu lżejszy wygląd. 

Jeżeli chodzi o rozmiarówkę, ta zgadza się z tym, co noszę normalnie ;) 

Wieczory coraz chłodniejsze, więc warto rozważyć tę pozycję ;) 
Oferta dostępna od czwartku 25.08 -> więcej szczegółów TUTAJ






wtorek, 23 sierpnia 2016

Wakacje 2016 - Albania


Całkiem przypadkiem, dzięki Kasi z MyTravel Zabrze znaleźliśmy się w tym roku w Albanii. Poszukiwaliśmy w miarę taniego kierunku na wakacje i okazało się, że ten piękny, jak się później okazało kraj jest całkiem przyjazny dla naszej kieszeni.

Szybka decyzja i na 2 tygodnie przed urlopem wszystko było załatwione, lecimy do Ksamil. Została tylko kwestia spakowania i załatwienia sobie waluty, co akurat w naszym kraju nie jest takie łatwe.



WALUTA


W Albanii obowiązuje LEK albański (ALL), jego przeliczenie to mniej więcej 134 LEKI za 1 EURO. Niestety nie da się ich tak łatwo u nas zdobyć. Jak się okazało nie jest to problemem. 

Są dwie drogi:

  1. Zabieramy Euro i wymieniamy gdziekolwiek na miejscu. Pieniążki można wymienić w hotelu, restauracji, kantorów jest mnóstwo. Albańczycy chętnie przyjmują Euro i wydają po aktualnym kursie, chyba, że płacimy monetami, wtedy przelicznik może wynosić 100, ponieważ tyle dostają w banku za bilon. 
  2.  Wybieramy z bankomatu. Na miejscu znajdziemy bankomaty Raiffeisen Bank, Tirana Bank, więc raczej nie będzie problemu. Ja wypłacałem bez prowizji, Żona zapłaciła 12 zł / 5000 ALL. 

PRZYBYWAMY ! ... 

Żeby się dostać na miejsce musieliśmy stawić się o 2 rano na lotnisku. Pobraliśmy odpowiednie papiery od naszego touroperatora i udaliśmy się do odprawy. Samolot linii Small Planet zgodnie z planem odlatywał 4:00. Szybka odprawa i można było jeszcze chwilę pospać w oczekiwaniu na odlot. Wszystko jak w zegarku, zabrał nas autobus, wsadzili do samolotu, zgodnie z planem wyruszyliśmy na upragniony urlop. 
Wschód Słońca z okna samolotu wygląda nieziemsko i mimo zmęczenia i senności nie mogłem sobie darować takich widoków ! :) 


Lądujemy na Corfu i czeka nas podróż promem do Sarandy, czyli głównego portu w Albanii. Szybka odprawa, która sprowadza się do sprawdzenia dowodu osobistego na granicy i już jedziemy autokarem do portu. Niestety trochę to trwało, bo połączyli nas z wycieczką fakultatywną i musieliśmy czekać 2 h na start. Sama przeprawa trwa 80 minut. Poznaliśmy sympatyczną parę z Hiszpanii, więc nawet jakoś to zleciało, chociaż upał był nieziemski (a to dopiero 10 rano ! )



Przybiliśmy do brzegu, szybkie przeładowanie do autokaru i już jechaliśmy w stronę hotelu. Miejscowość, w której mieszkaliśmy - Ksamil jest odległa około 15 kilometrów od portu w Sarrandzie. Jeżeli dodamy do tego spory ruch uliczny i brak przepisów drogowych, to wychodzi nam z tego 30 - 60 minut podróży. Autokar klimatyzowany, więc podróż nie straszna.

ZAKWATEROWANIE I HOTEL...

Zakwaterowani byliśmy w hotelu 6 Milje (nazwa pochodzi od odległości do Corfu). W sumie to chyba jedyny hotel z basenem, dlatego wybraliśmy właśnie ten.
Generalnie czysto, sympatyczna obsługa, dobre jedzenie, przyjemny basenik. Hotel położony lekko na uboczu, więc jednocześnie wszędzie blisko, a z drugiej strony na tyle daleko, że można spokojnie wieczorem odpocząć. Do samego centrum mieliśmy 5 minut na piechotę, do plaży jakieś 300 m, więc wszystko zgodnie z ofertami ;)

W pokoju łazienka, telewizor (z polskimi kanałami !), lodóweczka, klimatyzacja. Widok z okna na morze, więc piękna sprawa. Niedaleko jest meczet, który 5 razy dziennie nadaje miasteczku klimatu...
Hotel super, chociaż Manager i Jego Żona dość nieprzyjemni, na szczęście nie trzeba z Nimi zbyt wiele obcować, więc nie można uznać tego za minus ;)





PLAŻE ...

W Albanii każdy znajdzie coś dla siebie. Od ogromnych, skalistych brzegów, poprzez żwirki, aż po piasek. Znajdziecie też plaże z gładkich kamyków, ale widać, że są zrobione sztucznie.

Udało nam się przejechać całą Riwierę Albańską aż do Vlory i im dalej na północ, tym plaże są piękniejsze, a woda bardziej lazurowa. Nieco inaczej ma się tendencja jeżeli chodzi o samą północ Riwiery. Okolice Vlory, to jeden wielki plac budowy z mętną wodą, więc tam generalnie nie polecam się zapuszczać.



Plaże w okolicach dużych ośrodków są pełne leżaków. Wypożyczenie dwóch leżaków z parasolem to koszt około 500 ALL, czyli około 4 Euro. Plaże są publiczne, więc jeżeli znajdziemy kawałek miejsca, to możemy spokojnie rozłożyć się z kocykiem i nikt nas nie wygoni.

W okolicach plaż dostępne są również sporty wodne, gdzie preferują płatności w Euro. Wypożyczenie skutera wodnego to koszt około 35 Euro / 15 minut.



SAMOCHÓD, KOMUNIKACJA, RUCH ULICZNY...

Jako, że nie przepadamy za bycie uwiązanym, odpadają z założenia wszelkie wycieczki fakultatywne. Wolimy zwiedzać na własną rękę. Wynajęliśmy sobie auto w Firmie Terrini Travel Agency przy porcie w Sarandzie i objechaliśmy sobie południe na własną rękę.
Koszt wynajmu autka, to 40 Euro z pełnym ubezpieczeniem (bez kół i lusterek). W zamian dostajemy samochód z 12 000 na liczniku, więc prawie nówka. Potrzebujecie tylko prawa jazdy i dowodu osobistego. Procedura trwa 15 minut. Warto dzień wcześniej zadzwonić i zarezerwować.

 W tym miejscu warto również wspomnieć o komunikacji miejskiej. W obrębie Sarrandy i Ksamil'u kursuje autobus. Jeździ na trasie Butrinit, Ksamil, Sarranda. Koszt przejazdu, to Butrinit - Ksamil 50 ALL, Ksamil - Sarranda 100 ALL, czyli śmieszne pieniążki. Wsiadamy do autobusu, zajmujemy miejsce, a Pani kasjerka w odpowiednim momencie do nas podejdzie i zbierze określoną sumę. Kursują również taksówki a ich koszt, to średnio 10 x koszt autobusu, czyli średnio 500 ALL, i 1000 ALL.
Bywają również transporty samochodami prywatnymi za 1 Euro, ale jakoś nie miałem odwagi.

 Z portu w Sarrandzie kursują autobusy do wszystkich większych atrakcji turystycznych, więc samo wynajmowanie samochodu wcale nie jest konieczne. Warto pamiętać, że autobusy często kursują do godziny około 18, więc trzeba mieć to na uwadze planując wycieczki.

Można również wypożyczyć skuter za cenę około 15 Euro. Skuterki są dość szybkie, nie ma obowiązku jeżdżenia w kasku, ale przyda się doświadczenie w prowadzeniu, nie warto wsiadać pierwszy raz przy takim ruchu.


Jeżeli chodzi o dość sławny ruch uliczny, oraz przepisy w Albanii, a właściwie ich brak, to faktycznie wygląda to tak, jak opisują. Miejscami z dwóch pasów tworzy się 5, samochody na rondzie jadą w lewo, a zatrzymanego na znaku stop postraszą klaksonem. Zasada jest prosta, 2 x klakson i jedziesz ;) A tak całkiem serio, to nie jest tak źle, jeżeli potrafisz stosować zasadę ograniczonego zaufania, to dasz radę. Albańczycy jeżdżą dziwnie, ale stosunkowo powoli, więc każdy manewr da się przewidzieć. Słabo u nich z korzystaniem z kierunkowskazów, a częste jest zatrzymywanie się na środku drogi w celu załatwienia spraw. Dużo cierpliwości i uwagi, a dojedziemy do celu.
Osobiście zrobiłem ponad 300 km samochodem i uważam, że ruch jest płynniejszy niż u nas. Jak to mówią, w tym szaleństwie jest metoda.

ZWIEDZANIE...

Znajdziemy tam mnóstwo zamków, murów muzeów i innych podobnych miejsc, mnie jednak zawsze zależy, żeby iść inną drogą. W ten oto sposób widzieliśmy kilka miejsc godnych uwagi.

Pierwsze miejsce, które nawiedziliśmy to Butrinit. Ogromny obszar z wykopaliskami, gdzie możemy oglądać jak kiedyś wyglądała ta okolica.

Warto wypatrywać w zielonej wodzie, która pojawia się gdzieniegdzie niewielkich żółwi, które zamieszkują tamte okolice. Czas zwiedzania to około 3 h, mapa w języku polskim. Wstęp 700 ALL.
Już po wypożyczeniu samochodu wybraliśmy się na północ, aby podziwiać Riwierę Albańską. Riwiera ciągnie się około 120 km na północ, przy czym spora część pnie się przez wysokie góry. Widok ze szczytu jest piękny. Temperatura na górze, to około 15 stopni i wieje naprawdę silny wiatr. Warto się tam wybrać, ale w moim odczuciu nie warto jechać na drugą stronę. Na północ od wspomnianych gór plaże są zaniedbane, a woda mętna. Za kilka lat będzie tam co podziwiać, w tym momencie nic ciekawego tam nie ma. 


W drodze powrotnej obraliśmy sobie jedną z piękniejszych plaż i tam zostaliśmy na dłużej. Lazurowa woda, niewielka fala, ciepło, czego chcieć więcej ? 
Plaże czyste, nawet jeżeli nie ma wiele ludzi, to stosunkowo zadbane, więc warto się wybrać i pooglądać, Albania ma co pokazać w tym względzie. 
Tego dnia spędziliśmy blisko 10 h w samochodzie i zrobiliśmy ponad 300 km, byliśmy zmęczeni, ale było warto. 



Warta wspomnienia na tej trasie jest również restauracja położona na wodospadach w miejscowości Borsh. Naturalne wodospady, z krystalicznie czystą wodą zostały zabudowane miejscami do siedzenia. 

Polecam napić się kawy delektując się bryzą i chłodem dawanym przez te właśnie źródełka. Niesamowite uczucie. 





Następnego dnia wybraliśmy się, aby zobaczyć t.z.w. Blue Eye, czyli dziurę w ziemii, która wyrzuca 7 metrów sześciennych wody. Warto wspomnieć, że woda ma 10 stopni i jest niesamowicie czysta. Pobliska restauracja serwuje wodę z tej rzeki nie tylko do kawy i innych napojów, ale również jako samą wodę z dodatkiem lodu. Pycha !

Mimo zakazu śmiałkowie skaczą z pomostu, żeby oglądać z bliska ten cud natury. Wstęp to około 100 ALL na osobę. 


Jadąc w stronę źródła mamy okazję podziwiać nieco mniej turystyczną Albanię. Drogi nagle przestają być ogrodzone, pojawiają się osuwiska. Brzeg trasy wyznaczają słupki z kamieni poustawianych na sobie.

Wzdłuż drogi zaobserwować można wioski cygańskie, gdzie lidzie mieszkają nieraz pod gołym niebem. Lodówki podłączone do agregatów, łóżka z materacami pod chmurką. 





W samym Ksamil również można trochę pochodzić i pozwiedzać. Oprócz wspomnianego Meczetu (możliwy do zwiedzania) nieopodal znajdziemy wzgórze z którego można podziwiać zachody Słońca. 

Rezydent zabrał nas na taki spacer i nie żałuję. Piękna panorama Ksamil, zachód Słońca na Corfu i wszechobecne bunkry, które nadają klimat temu miejscu. Cała wyprawa trwała 2 h. 



CENY I JEDZENIE

Warto wybrać się na miasto. Ceny w Albanii są porównywalne z naszymi, a często dużo niższe. Warto próbować lokalnych specjałów. Mają niesamowicie smaczne owoce morza (danie z ośmiornicą to około 700 ALL). Warto próbować owoców i warzyw. Tanie arbuzy, melony, figi, owoce kaktusa, czułem się jak w raju. Pojawiając się drugi raz w Albanii wybrałbym opcję tylko ze śniadaniem, można więcej posmakować ;) 

LUDZIE...

Ludzie na miejscu są bardzo sympatyczni i otwarci na innych. Bardzo mało osób porozumiewa się w języku angielskim, ale to nie problem, można dogadać się na migi ! :) 


PODSUMOWANIE


Albania to piękny kraj z niesamowitym klimatem. Piękna pogoda, cudowne plaże i niesamowici ludzie. W wielu miejscach jeszcze nie przygotowany pod turystów i właśnie przez to piękny i wyjątkowy. Spędziliśmy niesamowite chwile i coś mi się wydaje, że jeszcze tam wrócimy. 

Wszystko odbyło się poprzez REGO-BIS, a lecieliśmy linią Small Planet. 
Pozdrawiam Rezydenta Grzegorza i Animatorkę Milę ! Jesteście najlepsi ! :) 

Gdybyście mieli jakieś pytania piszcie, chętnie odpowiem, zakochałem się w tym kraju !

I na koniec Ich muzyczny hit 2016 ;) Chodzi mi po głowie ;) KLIK

A na koniec trochę fotek: 


Bunkry - wszechobecne
Banany w centrum Sarrandy
Port w Sarrandzie
Słupki przy drogach
Owieczki - bez pasterzy
Góry !
Tu szukajcie żółwików ;) 
Pod wodą - morze
Morsowanie w 10 stopniowej wodzie (Blue Eye)
Blue Eye - mostek
Albańskie morze
Blue Eye - taka woda i rośliny w rzece
Kamieniste plaże
Wnętrze Blue Eye




piątek, 19 sierpnia 2016

Lato - dobieramy okulary sportowe !

Idzie lato, a razem z nim pojawia się Słońce. O tyle o ile kwestia ochrony skóry jest dla każdego jasna i nie oszczędzamy podczas wybierania kremów z filtrem, to temat doboru okularów, w których spędzamy mnóstwo czasu traktujemy nieco "po macoszemu".

Następnym razem przy wyborze okularów będziecie mieli większe pojęcie, które do czegoś się nadają, a które trzeba omijać szerokim łukiem.

O aspektach związanych z doborem okularów udało mi się porozmawiać z Pawłem Szczerbińskim optykiem i optometrystą z Firmy Promed Optyk z Częstochowy, a z zebranej wiedzy postanowiłem napisać dla Was kilka słów. 

Dla większości z nas dobór okularów kończy się na dopasowaniu kształtu i koloru. Często zwracamy uwagę również na cenę, przecież każdy lubi oszczędzać. Jak się okazuje w tym momencie popełniamy błąd. Oczywiście nie mam na celu udowodnienia, że okulary muszą być bardzo drogie, chcę tylko zwrócić uwagę na szczegóły, które powinny Was zainteresować. Tanie okulary nie muszą być złe, pod warunkiem zwrócenia uwagi na kilka punktów.


Zwrócić uwagę na obecność filtra UV.

Z lekcji biologii znamy zasady działania oka, im jaśniej, tym źrenica otwiera się szerzej. Naturalnym mechanizmem obronnym jest mrużenie oczu. Dzięki temu zmniejszamy ilość promieniowania wpadającą do oka. Stosując ciemne okulary blokujemy ten proces i oko, które w ciemnym szkle ma komfortowe warunki nie uruchamia mechanizmów obronnych. W tym momencie do akcji wkracza filtr UV, jego nieobecność powoduje wpadanie do oka mnóstwa promieniowania, które jeżeli nie teraz, to w przyszłości może doprowadzić do problemów ze wzrokiem.


Czy na pewno tylko ściemniają ?

Kupując na straganie często nie ma pewności, że soczewka w okularach jest zrobiona na tyle dokładnie, żeby faktycznie nie wpływać na sposób widzenia. Warto zwrócić uwagę, czy obraz przez okulary nie jest zniekształcony. Soczewka, która de facto nie będzie zerowa może powodować powstawanie wad wzroku, a na pewno spowoduje uczucie zmęczenia i znacząco wpłynie na komfort.


A co jeśli mam dioptrie ? 

Okazuje się, że tutaj też nie ma problemu. O tyle o ile nie uda się taka operacja na straganie, to w salonie optycznym możecie wybrać sobie model okularów, i wykonać do nich szkła korekcyjne z odpowiednim sposobem barwienia. Optometrysta dokona odpowiednich pomiarów i wykona szkła w odpowiednim kształcie i z odpowiednia korekcją. Istnieją pewne ograniczenia, jednak jak zapewnia Paweł istnieje możliwość stworzenia nawet t.zw. lustrzanek z korekcją.


Dodatkowe "efekty specjalne"

Okulary sportowe mogą posiadać szereg udogodnień związanych z aktywnością do której są przeznaczone. Systemy wentylacji, filtry ułatwiające czyszczenie, zapobiegające parowaniu, aż po barwienia ułatwiające poruszanie się wieczorem, czy we mgle.
Jest to już kwestia indywidualnego dopasowania do potrzeb. Cechą na którą ja zwracam uwagę jest polaryzacja. Jest nic innego jak filtr na szkle, który niweluje odbicia i powoduje ostrzejsze widzenie otoczenia.


Pozostaje kwestia oprawek !

Ten temat zależy już od indywidualnych preferencji, jednak warto zwrócić uwagę na dopasowanie ich do twarzy. Okulary powinny pewnie i wygodnie leżeć na twarzy. Uprawiając sport nie można sobie pozwolić na to, że spadną nam z twarzy, czy ograniczą widoczność. Dodatkowo źle dobrana oprawka może popsuć całą radość z aktywności.


Więcej wiedzy !

Jeżeli szukacie więcej informacji w tej tematyce zapraszam na stronę salonu Promed Optyk, a dokładniej do działu PORADY -> Tutaj

Jeszcze więcej wiedzy w przystępnej formie znajdziecie również na kanale Youtube -> Tutaj 

czwartek, 30 czerwca 2016

Akcja "Twoje marzenie" - czas start

Moi drodzy Czytelnicy - oficjalnie ruszam z akcją "Twoje marzenie". Ale zanim napiszę dokładnie o co chodzi przybliżę Wam skąd się to wzięło i kto mnie napędził, może Wy też poczujecie to, co ja :)

Czegoś mi brakowało w życiu. Towarzyszyło mi uczucie pustki i braku spełnienia. Biegałem, jeździłem na rowerze, ale to nie było to. Piszę również dla Was, to daje mi frajdę, ale nadal czegoś mi brak. Ale może po kolei !

SKĄD POMYSŁ ...

Wiele zależy od ludzi, którymi się otaczamy i których spotykamy na swojej drodze. To oni potrafią zmienić nasze życie, nastawienie do świata, dać nam chęć do działania. Tak samo stało się i u mnie. Wziąłem udział w kolejnej edycji Biegu dla Słonia w Parku Śląskim. Niby nic wielkiego, ale spotkałem tam człowieka, który pokazał mi, że warto robić coś dla innych. Przed biegiem padło pytanie od Justyny, czy nie byłbym w stanie towarzyszyć Mu podczas biegu, wspomóc na podbiegu, służyć dobrym słowem. Bez większego wahania zgodziłem się - i wiecie co ? Było tak sympatycznie, że nim się zorientowałem byliśmy już na mecie.

KIM JEST ON ...

Wspomniany wcześniej On, który napędził mnie do działania, to Paweł Kulinicz. Paweł robił wielkie rzeczy, zdobywał szczyty w Himalajach, a aktualnie walczy z ciężką chorobą -  ataksją rdzeniowo - módżkową.

Mimo tego, że nie jest Mu łatwo stara się działać i być aktywnym. Swój rower traktuje jak swoistą rehabilitację, która pomaga Mu w byciu w ciągłym ruchu. Paweł większość życia mieszkał w górach, aktualnie mieszka w Krakowie, ale Jego serce i umysł jest tam, wysoko wśród szczytów.

TWOJE MARZENIE - DO RZECZY !

Akcja polega na wspieraniu ludzi takich jak Paweł. Skierowana jest z jednej strony do osób, których marzeniem jest zdobycie mety biegu na konkretnym dystansie, a z drugiej strony do osób, dla których bieganie to coś więcej.

Jak to działa w praktyce ? 

  • Z jednej strony zbieramy osoby, które mają marzenia. Jeśli jeździsz naw wózku, rowerze trzykołowym, lub poruszasz się w podobny sposób, marzy Ci się udział w biegu na konkretnym dystansie, ale potrzebujesz wsparcia, asysty, pomocy - odezwij się do nas, znajdziemy Ci partnera :) 
  • Z drugiej strony jeżeli biegasz, niekoniecznie szybko, niekoniecznie wyczynowo, zwyczajnie to kochasz - chcesz zrobić coś dla innych, pomóc, wesprzeć - skontaktuj się z nami, postaramy się pomóc :) 
Rozwijamy też działania na Facebook, więc również zapraszamy TUTAJ

Aktualnie rozpoczynamy działania, rozwijamy akcję, więc jeżeli chcesz pomóc w jakikolwiek sposób zapraszam do kontaktu. Będzie mi bardzo miło :) Jeżeli chcesz się podzielić swoją historią, również napisz, chętnie opublikuję i pokażę innym, że można. 





środa, 29 czerwca 2016

Lidl - oferta rowerowa 30.06.2016

Zapukał kurier i dostarczył mi przesyłkę z oferta rowerową Lidl'a.

W pakiecie znalazłem dużą pomkę, kompletny strój rowerowy, rękawiczki, bidon, koszyk na kierownicę dla Żony.

To tylko część z tego, co możecie znaleźć od jutra - 30.06.2016. Pełna oferta TUTAJ




A co ja mogę powiedzieć na temat otrzymanych przeze mnie egzemplarzy ?

Generalnie ubranka fajnej jakości, przewiewne. Spore kieszenie w tym jedna na zameczek, co dla mnie jest ogromnym plusem. Całość wyposażona w elementy odblaskowe, co poprawia bezpieczeństwo. Kolor czerwony,  oj ktoś z Lidla musi dobrze czytać mojego bloga ;)


Koszyczek również fajnej jakości, dość pojemny. Łatwy do zakładania i ściągania, może służyć jako koszyk na zakupy. Żona jest zachwycona, więc chyba przeszedł test ;) 

Ogólnie zapowiada się fajna kolekcja, pędźcie jutro do sklepów ;) Sam jeszcze odwiedzę i dokupię ubranka dla Żony ! :) 





poniedziałek, 20 czerwca 2016

Być jak spartanin - Spartan UP ! - recenzja książki

Trafił w moje ręce egzemplarz książki "Być jak spartanin - Sprtan UP !" autora Joe De Sena - założyciela biegu Spartan Race.

Pierwsze moje skojarzenie, kiedy otrzymałem książkę -  będzie to poradnik ze zdjęciami pokazującymi jak przełożyć nogę przechodząc przez ścianę, albo jak się czołgać, żeby naszych pleców nie pociął drut kolczasty. Spotkało mnie jednak zaskoczenie. Pozycja nie jest poradnikiem. Znajdziemy w niej przede wszystkim historię powstania biegu Spartan Race. Dowiemy się co kierowało organizatorami, żeby zorganizować tak trudny bieg z przeszkodami.

O co chodzi z przewodnikiem ? W książce znajdziemy historie i opowieści twardych zawodników i na podstawie ich historii możemy nauczyć się walki i odpowiedniego, walecznego podejścia do przeszkód, ale nie tylko.

Co mnie osobiście pociąga w tego typu pozycjach ? Większość przypadków, opowieści, historii można zastosować w samym bieganiu - to oczywiste. Zmieniając odpowiednio zastosowanie porady doskonale sprawdzają się w życiu codziennym. Z drugiej strony jeżeli jesteśmy w stanie pokonać tak trudny bieg jak Spartan Race, to pokonamy wszystko !

Polecam lekturę, naprawdę warta trafienia do Waszej biblioteczki !
Premiera już 22 czerwca !

piątek, 3 czerwca 2016

Światła. Kamera. Jazda. - Komunikat prasowy

TomTom zachęca kierowców do wzięcia udziału w swoim nowym filmie, „Życie w Samochodzie” ...

Amsterdam, 2 czerwca 2016, TomTom (TOM2) zaprasza kierowców z całego świata do wzięcia udziału w krótkim filmie obrazującym życie w trasie. Codzienność może być niezwykła, więc TomTom zachęca, aby osoby podróżujące samochodem uchwyciły i podzieliły się swoimi ulubionymi doświadczeniami z jazdy autem. Dzięki temu zyskają one szansę na zagranie w filmie pt. „Życie w Samochodzie”. Nowa produkcja będzie w całości zmontowana z materiałów, które dostarczą firmie kierowcy. „Życie w Samochodzie” wyreżyseruje Natalia Andreadis, która pracowała przy wielokrotnie nagradzanym filmie Ridleya Scotta, „Life in a Day” - film powstał dzięki materiałom przesłanym przez zwyczajnych ludzi. Premiera nowego projektu firmy TomTom odbędzie się we wrześniu tego roku.

 „Film „Życie w Samochodzie” połączy kierowców z całego świata, ponieważ będą mogli podzielić się historiami ze swojego życia podczas jazdy samochodem. Uwielbiam pracować ze zwyczajnymi ludźmi i obserwować ich doświadczenia, nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę wszystkie filmy, które kierowcy nam prześlą” – powiedziała Natalia Andreadis. Aby wziąć udział w projekcie, należy stworzyć własny film, korzystając ze specjalnej aplikacji na smartfona lub przesłać zgłoszenie za pomocą aplikacji na Facebooku. Materiały można dostarczać od dziś do 15 sierpnia.

Corinne Vigreux, współzałożycielka i dyrektor zarządzająca TomTom Consumer, skomentowała: „Naszą pasją jest pomaganie ludziom w przemieszczaniu się. Codziennie towarzyszymy milionom kierowców z całego świata w ich podróżach samochodem i jesteśmy podekscytowani, że wspólnymi siłami możemy stworzyć coś naprawdę unikalnego”.

„Ponadto, korzystanie z samochodów autonomicznych nie jest wcale daleką przyszłością, dlatego teraz mamy idealny czas na to, żeby pokazać jak wygląda życie w naszych samochodach, gdyż kiedyś sposób korzystania z nich zmieni się bezpowrotnie”. UWAGA: Projekt dotyczy tego, żeby kierowcy nagrywali filmy w samochodzie, ale nie podczas jazdy. Więcej informacji na temat bezpiecznego filmowania można znaleźć na Facebooku oraz korzystając z dedykowanej aplikacji na smartfona.

Aby wziąć udział w projekcie należy pobrać aplikację TomTom Video Collaboration Community na smartfona, zalogować się przy użyciu adresu e-mail lub konta Facebook, a następnie wybrać projekt Life in a Car.



Aplikacja do pobrania: 

Facebook: TUTAJ
Android : TUTAJ
IOS : TUTAJ

czwartek, 19 maja 2016

15 Cracovia Maraton - relacja, zdjęcia

15 PZU CRACOVIA MARATON przeszedł już do historii. Niestety mówię to z pewnym smutkiem w głosie, ponieważ był to dla mnie wyjątkowy, rewelacyjny weekend pełen wrażeń, nowych wyzwań.

Dzięki temu biegowi poznałem mnóstwo ludzi pełnych pasji i chęci do życia. Zobaczyłem mnóstwo rzeczy i doświadczyłem nowych rzeczy. Coś niesamowitego ! :)

Ale po kolei, bo w emocjach nieco się rozpędziłem. Maraton odbywał się w niedzielę, ale za sprawą EXPO i TomTom'a my zjawiliśmy się już w czwartek wieczorkiem.

Spakowaliśmy rzeczy i w czwartek o 20 byliśmy już na miejscu, w hotelu. Cel misji hotel Ibis Budget, prawie centrum miasta. Zakwaterowanie, rozeznanie w sytuacji i na Rynek. Wybraliśmy się z Żoną na spacer, odwiedziliśmy Sukiennice, Smoka, trochę się odprężyliśmy. O 22 przyjechała Ola, odebraliśmy Ją z dworca i poszliśmy znowu na Rynek napić się herbaty ...

W piątek spotkała nas miła niespodzianka. Na 12 mieliśmy stawić się na Expo, a tymczasem okazało się, że Organizator zadbał, żeby nam się nie nudziło. Na 11 zapowiedział zwiedzanie podziemnej części Rynku. Coś niesamowitego. Blisko 2h zwiedzania z przewodnikiem ! Świetna sprawa.

Koło 14 udało nam się dotrzeć na stoisko. Silną ekipą rozpoczęliśmy podbój. Ramię w ramię ze Sklepem Biegacza z Katowic doradzaliśmy, sprzedawaliśmy i działaliśmy na stoisku. Dzięki wszystkim, którzy nas odwiedzili.


Wieczór zleciał pod znakiem kolacji, a Ola odwiedziła jeszcze nocny bieg RMF FM. Zmokła jak kurka, ale wróciła radosna, szczęśliwa i spełniona ;)


Sobota, to znowu stoisko + kolacja, fajnie, sympatycznie i wesoło. !

Najważniejsza z tego wszystkiego była niedziela, czyli dzień biegu !
Na 8:00 stawiliśmy się pod pomnikiem na Rynku na wspólne zdjęcie TomTom Team. Poznaliśmy znowu mnóstwo ludzi m.in. ekipę wkurw_team. Świetne ludzki. Szybkie ogarnięcie i już przed 9:00 staliśmy w strefach. O dziwo było tak ciasno, że nie było miejsca dla nas ... ale kto by się przejmował takimi szczegółami ;)
9:00 wystrzał startera i stoimy, było tak dużo ludzi, że ruszyliśmy w momencie, kiedy czołówka była już w okolicach 3-go kilometra ;) Na bogato :)

No i poszło, biegniemy. Trochę się powygłupialiśmy, ale najwyższa pora przełączyć głowę w tryb walki. Zakładałem okolice 4 h. Nie chciałem trzymać się zająca, postanowiłem walczyć sam. Mnóstwo ludzi, starałem się uśmiechać, duuużo uśmiechać, to mnie trzymało w mocy. Udawało się trzymać tempo po 5:30. Sprawnie działające punkty odżywcze, dużo dopingu. Zanim się zorientowałem byłem już na półmetku. Nawrót i wio. Na trasie było dużo odcinków, gdzie mijaliśmy się z innymi biegaczami, świetna sprawa, pozwala oderwać myśli od faktu sporego wysiłku.

Do 30 - go kilometra szło łatwo. Głowa pamiętała, że może być ciężko. Prawdziwa walka zaczęła się od 37 kilometra. Pojawiły się bóle w udach, głowa już nie chciała. Starałem się uśmiechać do ludzi, ale nie szło mi to już tak łatwo. 39, 40 km i głowa już nie daje rady. Podbiega do mnie gość i zagaduje, okazało się, że jest z Zielonej Góry i walczy o złamanie 4 ;) Pogadaliśmy, kazałem Mu lecieć ... dzięki ! Trochę mnie podbudował. Nagle nie wiadomo skąd pojawił się Wojtek, nadbiegł Yaro i już nie było mi ciężko. Szybka wymiana zdań i już lecimy. Każdy w swoim tempie, ale w zasięgu ręki. Ostatnie metry, Agnieszka macha mi ze strefy dla fotoreporterów, wpadam na metę i jak zwykle wszystko jak migawka. Zdjęcie z kolegą, z Zielonej Góry, gratulacje, poklepywania, medal, folia, kanapki ... :) I już jestem  z Żoną ! Złamałem 4 h ;) Było bosko, aż się wzruszyłem ;)

Żona doprowadziła mnie do namiotu TomTom'a. Naciągnąłem spodnie i kolejna niespodzianka od Organizatora. Obiad na tarasie Sukiennic ! Coś pięknego. Pojadłem, napiłem się kawy i od razu humor się poprawił :)

Było bosko ! :)

Świetna organizacja, wszystko na czas. Świetny medal, fajne koszulki. Nie ma się czego przyczepić. Dobrze zaopatrzone punkty odżywcze ! :) Ja tu jeszcze wrócę ! :) 

Potem już tylko zebrać stoisko, spakować się, pożegnać i trzeba wracać do domu.
To był cudowny weekend pełny cudownych przeżyć. Było bosko.

Dzięki dla Żony, ekipy, odwiedzających stoisko, wolontariuszy, służb, Organizatorów ... wszystkich ! Jesteście niesamowici ! :)

Pozdrowienia też dla ekipy z hotelu. Świetny hotel i świetni ludzie ! :)